Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Pytanie o definicję istnienia - nowa odsłona problemu
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 13, 14, 15  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:36, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
Jeśli Istnieniem jest wszystko to, co człowiek sobie wyobraża to ten smok istnieje.
Nie tylko istnieje w istnieniu, które jest integralną składową Wszechistnienia, ale można zweryfikować istnienie tegoo smoka (tu wyimaginowanego) aparaturą przystosowana do takich pomiarów. Wprawdzie nie zlokalizujemy w połączeniach neuronowych Pana Iksińskiego obrazu tegoo trzyglowegoo smoka, ale w fizjologii Pana Iksińskiego zlokalizujemy rekacje na wyobrażenie trzyglowegoo smoka. Ktoś słusznie powiedział, że to nie doświadczenie odgrywa rolę w metabolizie bodźców przez człowieka lecz interpretacja tego doświadczenia. Dlategoo reakcję na ten sam bodziec (dla przykładu jazda na roller coaster) będą u 2 roznich ludzi różne. Oczywiście mogą być podobne jeśli obdywoje lubią jazdy na rooler coasters, ale obserwacją i interpretacja (w tym metaboliczna) będą różne podobnie jak różna może być werbalistyka i animacja (mimika twarzy, języka ciała, i tym podobne niewerbalne artefakty komunikacji międzyludzkiej).

Istnienie smoka, a istnienie pobudzeń neuronów zwiazanych z wyobrażeniem smoka, to według mnie RÓŻNE istnienia. Czy twierdzisz, że treść wyobrażenia, a nośnik, w jakim zapisane jest wyobrażenie są tym samym?...
- Gdyby tak przyjmować, to film z zapisanym startem samolotu byłbym samym startującym samolotem. A chyba aż daleko raczej naszej interpretacji słowa "istnienie" nie posuniemy?...
Owszem. Z tym, że u osoby z nerwicą lekową w aspekcie latania samolotu, która to osoba będzie unikać latania samolotem i obserwowania samolotu lecącego czy to w przestrzeni powietrznej czy utrwalonej cyfrowo w przestrzeni publicznej Internetu, mózg na bazie silnych i negatywnych emocji stworzy te same związki chemiczne w fizjologii komorkowej bez względu na to czy bodziec dla tej osoby za"istniał" w przestrzeni powietrznej w konkretnym miejscu i czasie czy jako obserwacja zakodowana w przestrzeni publicznej Internetu.

Nie odpowiedziałaś na pytanie. Brzmi ono: czy tym samym bytem, tym samym istnieniem jest według Ciebie startujący samolot i film nakręcony z tego startu?
- Bo tego, ze są rózne zależności inne i poboczne w tym układzie, nie zamierzam kwestionować (sam mogę dopisać parę). Chodzi jednak o tamto pytanie.
Problem w tym, Michał, że samolot startujący czy lądujący nie jest dla mnie "bytem". Jest przedmiotem w procesie energetycznym. Stawiam duża różnice pomiędzy materia ożywiona a nieożywiona jaka jest samolot. W organizmie człowieka zachodzi niezliczoną ilość procesów zmiany - tak, człowiek jest "procesem" ale należy tutaj termin "proces" wstawić w cudzysłów. Samolot jest procesem przetwarzania energii przez swoją konstrukcje i współdziałanie z czynnikami środowiskowymi. Inżynier/konstruktor samolotu potrafi bezbłędnie zdefiniować usterki kiedy samolot jako przedmiot wyobraźni i pracy człowieka spodziewany jest wykonać partykularne ruchy w czasoprzestrzeni. Trudno mi debatować kiedy ktoś wymaga ode mnie aby wyobrażać sobie samolot jako "byt". Dla mnie samolot nie jest "bytem". Jest maszyna skonstruowana przez człowieka w celu przemieszczania się a tym samym przy wykorzystaniu odpowiednich materiałów, paliwa i warunków pogodowych przemieszczania ludzi i towarów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:41, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
I nie jest zupełną przeciwnością nicości; jeśli już, to przeciwnością niebytu, lecz nie nicości.

Banjankri napisał:

Bzdura. Chaos jest niebytem, włanie dlatego, że pozbawiony jest bytów.
Hmm ... Natura jest chaosem :)
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17391
Przeczytał: 107 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:45, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
Jeśli Istnieniem jest wszystko to, co człowiek sobie wyobraża to ten smok istnieje.
Nie tylko istnieje w istnieniu, które jest integralną składową Wszechistnienia, ale można zweryfikować istnienie tegoo smoka (tu wyimaginowanego) aparaturą przystosowana do takich pomiarów. Wprawdzie nie zlokalizujemy w połączeniach neuronowych Pana Iksińskiego obrazu tegoo trzyglowegoo smoka, ale w fizjologii Pana Iksińskiego zlokalizujemy rekacje na wyobrażenie trzyglowegoo smoka. Ktoś słusznie powiedział, że to nie doświadczenie odgrywa rolę w metabolizie bodźców przez człowieka lecz interpretacja tego doświadczenia. Dlatego reakcję na ten sam bodziec (dla przykładu jazda na roller coaster) będą u 2 roznich ludzi różne. Oczywiście mogą być podobne jeśli obdywoje lubią jazdy na rooler coasters, ale obserwacją i interpretacja (w tym metaboliczna) będą różne podobnie jak różna może być werbalistyka i animacja (mimika twarzy, języka ciała, i tym podobne niewerbalne artefakty komunikacji międzyludzkiej).

Istnienie smoka, a istnienie pobudzeń neuronów zwiazanych z wyobrażeniem smoka, to według mnie RÓŻNE istnienia. Czy twierdzisz, że treść wyobrażenia, a nośnik, w jakim zapisane jest wyobrażenie są tym samym?...
- Gdyby tak przyjmować, to film z zapisanym startem samolotu byłbym samym startującym samolotem. A chyba aż daleko raczej naszej interpretacji słowa "istnienie" nie posuniemy?...
Owszem. Z tym, że u osoby z nerwicą lekową w aspekcie latania samolotu, która to osoba będzie unikać latania samolotem i obserwowania samolotu lecącego czy to w przestrzeni powietrznej czy utrwalonej cyfrowo w przestrzeni publicznej Internetu, mózg na bazie silnych i negatywnych emocji stworzy te same związki chemiczne w fizjologii komorkowej bez względu na to czy bodziec dla tej osoby za"istniał" w przestrzeni powietrznej w konkretnym miejscu i czasie czy jako obserwacja zakodowana w przestrzeni publicznej Internetu.

Nie odpowiedziałaś na pytanie. Brzmi ono: czy tym samym bytem, tym samym istnieniem jest według Ciebie startujący samolot i film nakręcony z tego startu?
- Bo tego, ze są rózne zależności inne i poboczne w tym układzie, nie zamierzam kwestionować (sam mogę dopisać parę). Chodzi jednak o tamto pytanie.
Problem w tym, Michał, że samolot startujący czy lądujący nie jest dla mnie "bytem". Jest przedmiotem w procesie energetycznym. Stawiam duża różnice pomiędzy materia ożywiona a nieożywiona jaka jest samolot. W organizmie człowieka zachodzi niezliczoną ilość procesów zmiany - tak, człowiek jest "procesem" ale należy tutaj termin "proces" wstawić w cudzysłów. Samolot jest procesem przetwarzania energii przez swoją konstrukcje i współdziałanie z czynnikami środowiskowymi. Inżynier/konstruktor samolotu potrafi bezbłędnie zdefiniować usterki kiedy samolot jako przedmiot wyobraźni i pracy człowieka spodziewany jest wykonać partykularne ruchy w czasoprzestrzeni. Trudno mi debatować kiedy ktoś wymaga ode mnie aby wyobrażać sobie samolot jako "byt". Dla mnie samolot nie jest "bytem". Jest maszyna skonstruowana przez człowieka w celu przemieszczania się a tym samym przy wykorzystaniu odpowiednich materiałów, paliwa i warunków pogodowych przemieszczania ludzi i towarów.

Negujesz sensowność koncepcji bytu. Czy koncepcja "istnienia", którą tu omawiamy jako główny temat wątku, a do której też aspiruje mój przykład z samolotem też będzie przez Ciebie kontestowana?...
Dla skupienia uwagi proponuję dalej ciągnąć ów przykład z samolotem i filmem, który powstał z jego startu.
Czy według Ciebie:
1. samolot w ogóle istnieje?
2. czy istnienie samolotu w postaci materialnej, a istnienie zapisu jego startu jest takim samym czy innym istnieniem?
3. a może istnieniem jest sama reakcja na bodziec samolotu w neuronach? - ale wtedy zadam też pytanie, czy w związku z tym podobna percepcja samolotu na filmie i samolotu oglądanego bezpośrednio świadczy o bardzo podobnych istnieniach?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:53, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Nic nie istnieje naprawdę, bo istnienie jest poglądem. Jak w lustrzanym odbiciu widzisz swój nos, ale go tam nie ma naprawdę, tak w umyśle odbija się doznanie, które umysł dzieli na istnienia i dalej nimi operuje.
Istnienie można nadawać fragmentom doznania, ale i całemu doznaniu, jako "wszystko", czy "absolut" i w takim przypadku tworzymy istnienie białej kartki. Prościej się nie da i jak tego nie rozumiesz, to sobie po prostu odpuść.
"The tragedy of modem man is not that he knows less
and less about the meaning of his own life, but that it bothers him less
and less.
- Tragedia człowieka wspolczesnego nie polega na tym, że wie coraz mniej o znaczeniu swojego życia, ale że go ten fakt coraz mniej dręczy." - Vaclav Havel

Ponieważ ta mądra sentacja wkracza w rejon kwestii egzystencjonalnej, skoro "istnienie jest poglądem", to jaki czynnik ma inspirować człowieka do "przekopywania się" (termin umowny) przez naturalny chaos istnienia/poglądów aby tworzyć z nich sens i amalgamować w sens własnego życia? Ponieważ człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, ktore potrzebuję być zachęcane do życia, to kwestia wysokiej wagi.
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 21:54, 05 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:11, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Co byłoby "atomem istnienia"?
W moim przekonaniu najbardziej podstawowe, elementarne istnienie polegałoby na "powracaniu swojego do siebie".
Załóżmy, że mamy jakiś BYT PODSTAWOWY. Ten byt podstawowy gdyby tylko statycznie "istniał", byłby niestwierdzalny (nawet dla siebie), bo to co stałe, jednolite jest nieodróżnialne od tła, jak i od nicości, znika poprzez brak różnicowania.
Pierwsza szansa na istnienie polegałaby na tym, że byt COŚ ODRÓZNIŁ, albo w ogóle zmienił się bit informacji, albo coś zrobiło się inne. Jednak takie coś, co jest tylko inne dalej jest niestwierdzalne, bo "nie ma właściciela", nie wiadomo jest jaki byłby stosunek do tego czegoś - nie jest to ani nasze, ani czyjeś, bo nawet nie ma jeszcze pojęć "nasze", albo "czyjeś", nie ma pojęć różnicujących. Dopiero po wyklarowaniu się pojęcia "ja vs reszta" mielibyśmy szansę gdzieś ULOKOWAĆ RÓZNICOWANIE. Różnicownie polega na tym, że albo coś jest typu "ja", albo coś jest typu "reszta" (choć zamiast "ja" i "reszta" można by na początek spróbować z dowolną reprezentacją np. 1 vs 0). Wciąż jednak jeszcze nie mamy istnienia, bo brakuje nam STWIERDZAJĄCEGO - coś/ktoś musi odróżnić "czy jest ja" vs "czy jest reszta". Ten stwierdzający może być wygenerowany w modelu emisyjnym. Ów model polegałby na tym, że stwierdzania odbywa się na zasadzie generowania "impulsu" (impuls jest tu bardzo ogólnym pojęciem - bardziej filozoficzno informatycznym, niż jakimś fizycznym) i odbierania odpowiedzi. Teraz w tym modelu zakładamy, że ciągle odbywa się emisja i odbiór, emisja i odbiór. Aby była możliwość odróżnienia, trzeba założyć też pewną minimalną PAMIĘĆ w systemie. Czyli np. 1 symbolizuje "ja", a 0 "nie ja" - emisja - 1, rejestracja 1, emisja 1, rejestracja 1.
Aż tu nagle...
- emisja - 1, rejestracja 0!
Wielka zmiana! I PRZEBUDZENIE. Jest NIE JA, ale też znaczy to JA JESTEM! (bo mogę nie być, czyli odróżnia się byt od niebytu).
Niezniszczalne przez elementy planety ziemia jak powietrze, woda, ogień, i ziemia/grunt pierwiastki wodoru, azotu, węgla i tlenu są określane naukowo jako podwalina życia. Jakkolwiek, nigdy ich nie zaobserwujemy naszym okiem - chyba że ewolucja ma dla człowieka jakaś niespodziankę w zanadrzu. Ale zakładając, że mózg wspolczesnegoo człowieka nie rozni się niczym od Anatomicznie Wspolczesnego Człowieka Anatomically Modern Human - AMA sprzed około 200 tysięcy lat, więc wątpię aby ewolucja ma taki "skok" w zanadrzu. Tak jak przez fizykę Newton'a nauczono nas paradygmatu przyczynowo-skutkowego, tak przez fizykę kwantowa uczymy się (z różnym skutkkiem), że procesy nielinearne w otwartym i dynamicznym systemie jakim jest Wszechświat są subtelnej ale deterministycznej i dalekosiężnej natury jak sama Natura czy Matka Natura, która jest chaosem ale z wbudowanym porządkiem zwanym u nas implicit. Tak jak nie mam problemu rozumieć, że po przyłożeniu palca do szklanej płytki kuchenki elektrycznej która jest rozgrzana (przyczyną i skutek), poparzę palec, również nie mam problemu rozumieć i odczuwam, że atomy powietrza, którymi oddycham jako współpraca moich płuc i całej fizjologii wraz z drzewami i krzewami, które wchłaniając dwutlenek węgla tworzą dla mnie tlen co czynią również glony w morzach i oceanach - to jeden wielki recykling otwartego, dynamicznego, nieskończonego systemu ciągłych zmian, o wielu których nie mam percepcyjnego pojęcia, bo ich zmysłowo nie rejestruje - ale czuję sie częścią tego Wszechsystemu. I tutaj dochodzimy do kwestii egzystencjonalnych, które pomagają człowiekowi w jak mawiamy u nas sensmaking czylli nadawanie sensu ogromnej ilości informacji z jaka się stykamy w każdej chwili naszegoo życia i wykladniczo rozszerzajacych się naszych ram referencji doswiadczen zyciowych kiedy dokonujemy obserwacji, analiz, i adaptacji informacji w nasz światopogląd, który nie jest fenomenem statycznym i ulega zmianom wprost proporcjonalnie do ilości bodźców jakie rejestrujemy na kanwie naszej faktury kulturowej, socjalnej, rodzinnej - które ewidentnie mają wpływ na nasz system wartości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:25, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
...wciąż mnie to ich szermowanie iluzją uwiera, odbieram je bardziej jako straszak, próbę dyscyplinowania sobie niepokornych, czy też ogólnie gniot myślowy, niż konkret, na którym mogłoby bazować ścisłe i poprawne rozumowanie. Ale może tak to odbieram dlatego, że nikt mi owej wschodniej wizji iluzji nie objaśnił, a językowa intuicja jakoś słabo mi coś podpowiada).
Ditto :) Codziennie czytam Buddyjska mądrość życiową na dany dzień i dzisiaj przeczytałam co następuje: "Be restrained in your actions, and live the four noble truths. This will lead you to Nirvana. This is a true blessing. Bądźcie powściągliwi w swoich działaniach i żyjcie w czterech szlachetnych prawdach. To doprowadzi Was do Nirvany. To jest prawdziwe błogosławieństwo." Problem jaki mam z ta mądrością buddyjska jest fakt, że 4 szlachetne prawdy na bazie 3 zobowiązań czyli Pratimoksha, Bodhisattva, Samaya czyli (1)"Nie czyn drugiemu co Tobie niemiłe", (2) "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego", i (3) akceptacja świata jakim jest (tu nie znajduje odpowiedznika judeo-chrześcijańskiego) zaprowadzi do "pustki" (termin umowny) i nie wiadomo co z artefaktami (termin umowny) tej ciszy wewnętrznej zrobić. Okazuje się, że tradycja Karmelitów Bosych oparta na tradycji Ojców Pustyni uczy nas, że ta "pustka" jest miejscem do wypełnienia przez łaskę i skierowanie tej łaski w dobro ogółu. I właśnie ta amalgamacja kultur uczy mnie najskuteczniej pokory i niesienia pomocy innym.

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 22:26, 05 Wrz 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:36, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Co byłoby "atomem istnienia"?
W moim przekonaniu najbardziej podstawowe, elementarne istnienie polegałoby na "powracaniu swojego do siebie".

Podstawą istnienia jest "ja".

Cytat:
Pierwsza szansa na istnienie polegałaby na tym, że byt COŚ ODRÓZNIŁ

Siebie.

Za dużo tu filozofowania. Wydaje mi się, że zamiast dumać nad tym co już znaleźliśmy, próbując to połączyć w całość, powinniśmy łapać za łopaty i kopać dalej.
Bez łopatologii wiemy, że człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, które jest w stanie mieć świadomość istnienia jako "ja" z równoczesną korelacja "ja" i otoczenia przez swoją ramę referencji doświadczeń życiowych. Ale musimy dodać, że osoby uprawiające mindfulness posiadają taki poziom empatii do akceptacji życia ("ja"/istnienie, "ja" w środowisku, "ja" jako proces interakcji że środowiskiem), że zaczyna się im "zacierać" zawartość z moich nawiasów. Określamy ten fenomen holizmem czyli nie tylko zrozumienie na poziomie intelektu ale odczucie na poziomie tych 3 opisanych procesów korelowanych ze sobą z prędkością światła, że "ja"/istnienie, "ja" w środowisku, "ja" jako proces interakcji że środowiskiem są one and the same czyli tożsame. I tutaj wkraczamy w "obszar", który tradycja katolicka określa mianem kontemplacja czyli jak piszę "zostawiamy" (termin umowny) "ja" poza sobą (tego to ja wytłumaczyć nie potrafię), następuje taki "zalew" (termin umowny) łaski, że serce rozszerza się i jest się w stanie calkowitego zaufania Wszechistnienia i naszej roli, bez identyfikacji, bez myślenia dyskursywnego, bez słowa, bez "niczego" - tylko, że "niczego" nie ma. Jest spokój wewnętrzny, którego nie jestem w stanie opisać z żadnej strukturze lingwiistycznej. Wystarczy usiąść na poduszce i spokojnie zagłębić się w ciszy - cudownym "głosie" Wszechistnienia :)

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 22:39, 05 Wrz 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:59, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
A OD CZEGO siebie odróżnił?

Może nie odróżnił, co wyróżnił. Z chaosu.
Natura jest chaosem i niczego nie wyróżnia. "Wyróżnianie" to artefakt istnienia ludzkiego opartego na paradoksie przeciwieństw. Stąd pochodzi błędne przekonanie, że nasze otoczenie, którym jest wszystko, a którego nie pojmujemy, funkcjonuje podobnie jak my. Astrofizyk z Uniwersytetu Harwarda Dimitar Sasselov wyjaśni to prosto: "Dopóki nie uwolnimy się od własnych paradygmatów myślowych, możemy życia w kosmosie nie znaleźć."

A jak skomlikowanym procesem jest nasze myślenie, to proszę zweryfikować samemu :)
"Engagement and Real Time" TEDx Talks - Prof. Dimitar Sasselov, Ph. D.
https://youtu.be/Z6s0DNhBHQA

Dodajmy jeszcze "naloty" (termin umowny) bodzcow z powodu łączności natychmiastowej i skompromisowanej uwagi i voila - ludzka percepcja staje się tak niestabilną, że człowiek jest w stanie zagrażać sobie.


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 23:04, 05 Wrz 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:14, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
zaciekawiony napisał:
Dla mnie to ciekawy koncept, bo prosty i logiczny, ale,
pozostaje jeszcze pytanie o "źródło" tego wszystkiego, bo "z czegoś" to wszystko pochodzi...

Pytanie jest. Z odpowiedzią gorzej.
Tzn. można zapostulować różne źródła - osobowe i nieosobowe - można nadawać im różne fajne nazwy, ale będzie to gdybologia na maksa.
No. Jadę na skróty i używam teminow "wszysko" (łapki przy sobie z roboczymi definicjami) i zmiany formy (łapki w tym samym miejscu). Lżej żyć. Ale nie twierdzę, że kwestie egzystencjonalne mniej uwierają. Zostawiam je przynajmniej na moment (który nie jest iluzją mimo postulatów filozofów że wschodu) i cieszę się cisza wewnętrzna, bo jak intelekt się budzi to te same kwestie egzystencjonalne wracają niezmiennie jak bumerang. Więc wyciągam wniosek, że w tym nieskończonym systemie otwartym, gdzie wszystko, którego nie jesteśmy w stanie zdefiniować nawet roboczo, jest subtelnie współzależne jestem jak mikrokosmos - jak odbitka holograficzna tego systemu - taka mała laleczka w rosyjskiej dużej laleczce, która dokonuje interakcji ze wszystkim przez między innymi oddychanie, wydalanie gazów naturalnych, myślenie, emotowanie, tworzenie, niszczenie, i tak bez końca i początku również. To jest jedyny sposób w jaki mogę jak mawiamy u nas wrap my head around czyli próbować ogarnąć ten abstrakt w jakim my istniejemy jako jego integralna cześć choćby tylko jak mawiają Natywni Amerykanie "przez kilka zim" :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:16, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Cytat:
1. wszyscy jesteśmy niedoskonali, więc każdy ma w danej sprawie pogląd, który da się poprawić ...
Waznym jest czy mamy moralne prawo atakowac poglad drugiego czlowieka li tylko dlatego, ze jest inny od naszego. Czy w demokracji nie jestesmy w stanie przez samodyscypline i prace nad soba omowic spokojnie roznice w pogladach i kulturalnie i bez esejow zgodzic sie nie zgodzic? Czy mentalnie jestesmy juz w Korei Polnocnej i dlatego zachodzi sugerowana koniecznosc "poprawiania" pogladu drugiego uzytkownika wedlug wzorca "dyktatora"? :)
W tej treści wyraziłaś zanegowanie zachodzenia, istnienia prawdy obiektywnej. Wobec tego, dlaczego zatrzymujesz się przy czerwonym świetle sygnalizacji ulicznej?? Wedle braku prawdy obiektywnej to światło jest może białe, a może wcale go nie ma. Przestań już, w dość prymitywny zresztą sposób, moralizować do przesady, bo zaraz zacznę tym "rzygać". Zwróć raczej uwagę większą na nonsensy, które zdarza ci się czasami też wypisywać.:fuj:
To nie jest "prawda obiektywna" ale umowa spoleczna. Czerwony kolor w sygnalizacji ulicznej wybralismy aby komunikowac "stop". Podobnie umowilismy sie, ze rok ma 365 dni. Poniewaz nie spasowalo to matematycznie w dlugoterminowosci, to co cztery lata dodajemy jeden dzien w lutym. Podobnie u nas w USA i w Europie kontynentalnej jest ruch prawostronny. W Zjednoczonym Krolewstwie jest ruch lewostronny, bo maja inna umowe spoleczna. W USA przyjelismy system miar jak w Zjednoczonym Krolewstwie (plus/minus male roznice) ale w Kanadzie uzywaja system metryczny.
Jest w sygnalizacji kolor czerwony, którego należy przestrzegać, czy nie?! Czy jest nie-wiadomo-co, które może być zupełnie dowolnie interpretowane?? Podobnie jest z tym, że moje treści są opisem- w miarę udanym zazwyczaj- prawdy obiektywnej, uniwersalnej, a wypociny większości z was są pieprzeniem pieprzu. Zrozumiałaś to, pindzio głupia?!
Nie zrozumialam, Jabba the Hutt, bo egoizm too nie moja domena :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:25, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
dziad leśny napisał:
Podstawą istnienia jest "ja".
Podstawą istnienia jest (roz)poznanie, a nie żadne "ja".
dziad leśny napisał:
Siebie.
Żadne "siebie", "ja", "self". Tu akurat więcej racji ma Michał, w tej kwestii. Młodzi ludzie, dzieci WPIERW poznają i rozpoznają następnie obiekty ze swego otoczenia [przede wszystkim osoby matki, potem ojca, następnie dalszej rodziny i inne osoby], a dopiero po jakimś czasie stają się świadome własnego ciała, a następnie dopiero po kilku jeszcze latach wymyślają, wyobrażają "w sobie" osobę mentalną, czyli "ja", "siebie psychiczne", czyli ego własne.
Nie "młodzi ludzie" tylko noworodki odczuwają ciepło matki, bo naturalnie czyli bez ingerencji ludzkiego ego, którego jeszcze nie posiadają wyczuwają środowisko swojego "zaistnienia" i własnej interakcji ze swoim środowiskiem. Ten proces odczuwania jest tak intensywny, że może zaważyć na byciu/istnieniu dziecka lub niebyciu/nieistnieniu czyli utraty życia przez dziecko. Noworodki nie posiadaja sensu "ja", bo ten pojawia się około roczku życia a "motorem" jest ujrzenie siebie w lustrze. Wówczas dziecko zastanawia się czy to jest ono czy ktoś inny. Konstukcja (termin umowny) ego to znacznie bardziej skomplikowany proces niz opisales.

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 23:26, 05 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:31, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Banjankri napisał:
Jakbyście zrozumieli to, co w tym temacie opisywałem i fakt, że nic nie istnieje naprawdę, to byście się tak nie spinali.
Nie odpowiedziałeś, jak na razie- mądralo- co oznacza"[istnieć] naprawdę". Ani, czy biała kartka [czysta] z twego opisu istnieje, czy nie. Pomijasz to, bo nie wiesz, co odpowiedzieć? Bo nie pasuje to do twego światopoglądu?
Czy istnieje ta czysta kartka, jak mniemam, papieru to filozoficzną kwestia. Oczywiście mogę mieć w dłoni czysta kartkę papieru i będzie istnieć w partykularnym miejscu iczasie. Jakkolwiek, w zależności od roboczej definicji "istnienia" i mojej wyobraźni mogę ekstrapolować, że czysta kartka papieru była najpierw ideą Cai Lin z okresu dynastii Wschodniego Hana. Jeśli do czystej kartki papieru trzymanej w mojej dłoni przyłożę otwarty płomień świecy, to spopieli się. Kwestia jest czy uznamy, że czysta kartka papieru w mojej dloni przestała istnieć czy, że zmieniła formę lub doznała transformacji. Teraz możesz wyciągać inferencje w aspekcie mojego światopoglądu do woli a jak się na czymś intelektualnie "zawiesisz" to Cię uprzejmie odhaczę :)
Zmieniłaś kontekst i znaczenie zagadnienia.

P. s.: Tak to jest, gdy piszecie pieprzonymi metaforami [m. in. Banjankri]; a mej precyzyjnej i odpowiedniej terminologii- choć trochę odbiegającej od popularnych, nieścisłych znaczeń- nie chce się wam zaakceptować. M. in. dlatego pierdolicie w kółko te same bzdety, motając się nawet we własnych treściach. [Czego wypociny Dyszyńskiego są dobitnym przykładem- bełkotu.]
:->
Ha, ha. Czyli tutaj jest "pieta Achllesa" zlokalizowana? Wabi sie wieloznaczeniowość. Na takie dictum bądź uprzejmy zmniejszyc kontekst i dać interlokutorowi możliwość zdecydowania czy pragnie się w dyskusję angażować energetycznie czyli zmienic energię w myślenie dyskursywne, analizę Twojego zapisu, i afirmację ub negacje. Bez nerwów proszę i Howgh :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:52, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Zastanawiam się, czy kolejność jednak nie powinna być odwrotna. Nie stwierdzę "ja" nie mając przeciwstawności.

A czym jest Ja?

Cytat:
W tym sformułowaniu koncepcja iluzji średnio mi pasuje. Mógłbyś jakoś wyjaśnić co właściwie rozumiesz przez ową "iluzję"?

Dualizm wyłania się z podziału spektrum materii informacji na oddzielne istnienia. Prawo - lewo, góra - dół, dobre-złe, jasne-ciemne itd. Osią jest zazwyczaj "ja" (może zawsze, nie wiem). Cały problem z tą iluzją polega na emocjonalnym przywiązywaniu się do wyodrębnionych istnień, które z natury są nietrwałe, a ich utrata (bądź) zmiana generuje cierpienie. I tak na skali urody, można przywiązać się do pięknego wyglądu, a potem powoli wpadać w depresję wraz ze starzeniem się. Albo można sobie utworzyć ideał dobra, a później niszczyć wszystko co przeciwne. Scenariusze są różne, mniej lub bardziej złożone, ale ten mechanizm jest pierwotną zasadą każdego postępowania.
Nie byłoby spejalnie co z tym zrobić, gdyby nie istniał inny tryb działania, który pozwala funcjonować bez generowania podziałów, przez co pokazuje ich nietrwałość i właśnie iluzoryczność.
Iluzją jest prawdziwość generowanych przez nas istnień, przekonanie że istnieją naprawdę. Możesz zaobserwować jak pojawiają się i znikają, mimo że doznanie zmysłowe się nie zmienia. Jasno widać, że są jedynie ideami.
Ale w tym pomoze ci tylko Sufizm. Buddyzm nie, bo jak hinduizm jes "de-inkarnacyjny".

"Toward the One Spirituality in Everyday Life" - Pir Vilayat Inayat Khan
https://youtu.be/5LSCXv-4zE4

ABW -> Inayat-Khan (1974), a Sufi leader and author, points at the conflict that each human confronts in life between the opposing forces of the “new-age consciousness” (p. 220) or an amalgamation of the world traditions’ prayer, meditation or contemplation modalities without taking the time to become familiar with the traditions. The author asks an important question about investigating the dichotomy of losing all identity to the absolute self or seeking the personal God – pointing that the two tendencies are at the root of mysticism of every world tradition. However, the tendency also exists to make generalizations. In Hinduism and Buddhism, such generalizations may lead to dis-incarnation and in Christianity to incarnation. The author points out the need to forgo the temptation of confronting the world traditions’ premises in favor of planting a seed into the field of one’s own tradition and allow for germination and growth processes to dispel any preconceived ideas. The author encourages seeking common measure in all traditions to create “a symphony of religions” (p. 220). The author points out that the “new-age person” (p. 221) is realistic and desires to experience life on his or her own terms. The author encourages gaining the knowledge of God through the experience of the highest self rather than through the exchange of the name of God according to world traditions, which Peter discourages in letters to early Christians. The author points at two different experiences such as the withdrawal of consciousness from all objects of creation to witness the death of an individual perception, which the Christian tradition refers to as the dark night of the soul, to then experiencing higher reality in a cloak of silence or what Buddha referred to as un-attachment. The two phases represent the challenge of elevating consciousness above the human mental apparatus by letting thoughts slowly and peacefully die in the periphery of consciousness to allow for an awakening from maya, which the Buddhist tradition refers to as the state of illusion, to a deeper understanding of a different nature – the pillars of all existence. In Sufism, it is believed that the seed planted and nourished transforms slowly into new perspectives of awareness and affects all seeds by the human ability to incorporate the spirit to make it a reality. According to the Buddhism and Hinduism, the process of nourishment of the seed destroys the aspects of a particular ego, so the re-birth process can start. In Christianity, the ego is believed to be the center of an individual, and the Western thought struggles with the concepts of the ego annihilation. In Sufism’s contemplation, there is the “I-Thou” (p. 230) dialogue, which allows for the discovery of a new self in the existing self. It is like a journey of transitional selves that is rooted in total awareness.[/b] The orthodox forms of Christianity, Islam, and Judaism erroneously place too much emphasis on the individual ego, the process that may lead to the depravation of the followers of mysticism by implying that God is the other one. In Buddhism, Sufism, and Hinduism, there is a constant flow of individuality to the source of all beings. -> Inayat-Khan (1974), lider i autor Sufi, wskazuje na konflikt, że każdy człowiek konfrontuje życie między przeciwstawnymi siłami "świadomości nowej generacji" (s. 220) lub łączeniem modlitwy tradycji światowych, medytacji lub kontemplacji, bez poświęcania czasu na poznanie tradycji. Autor stawia pytanie o badanie dychotomii utraty tożsamości do absolutnego ja lub poszukiwania osobistego Boga - wskazując, że dwie tendencje leżą u podstaw mistycyzmu każdej tradycji świata. Istnieje jednak tendencja do uogólnień. W hinduizmie i buddyzmie takie uogólnienia mogą doprowadzić do utraty wcielenia a w chrześcijaństwie do wcielenia. Autor podkreśla potrzebę odejścia od pokusy stawiania czoła warunkom tradycji światowych w celu sadzenia nasienia w dziedzinę własnej tradycji i umożliwienia rozwiązywania wszelkich wcześniej przemyślanych koncepcji kiełkowania i wzrostu. Autor zachęca do wspólnego działania we wszystkich tradycjach, aby stworzyć "symfonię religii" (s. 220). Autor podkreśla, że ​​"osoba w podeszłym wieku" (str. 221) jest realistyczna i pragnie doświadczyć życia na własny rachunek. Autor zachęca do poznania Boga poprzez doświadczenie najwyższej jaźni, a nie przez wymianę imienia Boga zgodnie ze światowymi tradycjami, które Piotr zniechęca w listach do wczesnych chrześcijan. Autor wskazuje na dwa różne doświadczenia, takie jak wycofanie świadomości ze wszystkich przedmiotów stworzenia, świadczące o śmierci indywidualnej percepcji, którą chrześcijańska tradycja odnosi się jako mroczna noc duszy, a następnie doświadczając wyższej rzeczywistości w płaszczu ciszy lub to, co Budda nazwał odłączeniem. Dwie fazy stanowią wyzwanie podniesienia świadomości ponad ludzkimi umysłowymi aparatami, pozwalając umysłom powoli i spokojnie umierać na obrzeżach świadomości, aby umożliwić przebudzenie się z mayi, które tradycja buddyjska odnosi się jako stan iluzji, do głębszego zrozumienia o innej naturze - filarach wszelkiego istnienia. W sufizmze uważa się, że nasiona zasiane i odżywione przekształca się powoli w nowe perspektywy świadomości i wpływa na wszystkie nasiona przez zdolność człowieka do włączenia ducha, aby uczynić go rzeczywistością. Zgodnie z buddyzmem i hinduizm proces odżywiania nasienia niszczy aspekty szczególnego ego, więc nowy proces narodzin może rozpocząć się. W chrześcijaństwie ego uważa się za centrum jednostki, a zachodnia myśl zmaga się z pojęciami unicestwienia. [b]W kontemplacji Sufizmu jest dialog "Ja-Bog" (s. 230), który pozwala na odkrycie nowego ja w istniejącym ja. To jest jak podróż przejściowych "ja", która zakorzeniona jest w całkowitej świadomości./b] Ortodoksyjne formy chrześcijaństwa, islamu i judaizmu błędnie kładą zbyt duży nacisk na indywidualne ja, proces, który może doprowadzić do złagodzenia wyznawców mistycyzmu, sugerując, że Bóg jest drugim. W buddyzmie, sufizmie i hinduizmie istnieje stały przepływ indywidualności do źródła wszystkich istot. - Z uwaga, ze "zrodlo" to termin umowny, bo konceptualnie implikuje jakis poczatek i koniec, ktorych nie ma - jest tylko zmiana form. :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Śro 0:26, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:59, 05 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
I nie jest zupełną przeciwnością nicości; jeśli już, to przeciwnością niebytu, lecz nie nicości.

Banjankri napisał:

Bzdura. Chaos jest niebytem, włanie dlatego, że pozbawiony jest bytów.
Hmm ... Natura jest chaosem :)
[link widoczny dla zalogowanych]
Natura w swym podstawowym stanie jest Niebytem. Dopiero z powodu działania Woli zmienia się w chaos- czyli np. Wielki Wybuch następuje [jak dla naszej Rzeczywistości, naszego Wszechświata przynajmniej]. A ten "obumierając", tracąc energię coraz bardziej się uporządkowuje, aż stopniowo wypromieniowując coraz więcej energii w powiększającą się czasoprzestrzeń zaczyna być znowu coraz większym chaosem, ale tym razem "in minus"- zmierzając z powrotem do stanu Niebytu, czyli- jak to określają niektórzy fizycy- do "śmierci termodynamicznej".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:04, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Cytat:
1. wszyscy jesteśmy niedoskonali, więc każdy ma w danej sprawie pogląd, który da się poprawić ...
Waznym jest czy mamy moralne prawo atakowac poglad drugiego czlowieka li tylko dlatego, ze jest inny od naszego. Czy w demokracji nie jestesmy w stanie przez samodyscypline i prace nad soba omowic spokojnie roznice w pogladach i kulturalnie i bez esejow zgodzic sie nie zgodzic? Czy mentalnie jestesmy juz w Korei Polnocnej i dlatego zachodzi sugerowana koniecznosc "poprawiania" pogladu drugiego uzytkownika wedlug wzorca "dyktatora"? :)
W tej treści wyraziłaś zanegowanie zachodzenia, istnienia prawdy obiektywnej. Wobec tego, dlaczego zatrzymujesz się przy czerwonym świetle sygnalizacji ulicznej?? Wedle braku prawdy obiektywnej to światło jest może białe, a może wcale go nie ma. Przestań już, w dość prymitywny zresztą sposób, moralizować do przesady, bo zaraz zacznę tym "rzygać". Zwróć raczej uwagę większą na nonsensy, które zdarza ci się czasami też wypisywać.:fuj:
To nie jest "prawda obiektywna" ale umowa spoleczna. Czerwony kolor w sygnalizacji ulicznej wybralismy aby komunikowac "stop". Podobnie umowilismy sie, ze rok ma 365 dni. Poniewaz nie spasowalo to matematycznie w dlugoterminowosci, to co cztery lata dodajemy jeden dzien w lutym. Podobnie u nas w USA i w Europie kontynentalnej jest ruch prawostronny. W Zjednoczonym Krolewstwie jest ruch lewostronny, bo maja inna umowe spoleczna. W USA przyjelismy system miar jak w Zjednoczonym Krolewstwie (plus/minus male roznice) ale w Kanadzie uzywaja system metryczny.
Jest w sygnalizacji kolor czerwony, którego należy przestrzegać, czy nie?! Czy jest nie-wiadomo-co, które może być zupełnie dowolnie interpretowane?? Podobnie jest z tym, że moje treści są opisem- w miarę udanym zazwyczaj- prawdy obiektywnej, uniwersalnej, a wypociny większości z was są pieprzeniem pieprzu. Zrozumiałaś to, pindzio głupia?!
Nie zrozumialam, Jabba the Hutt, bo egoizm too nie moja domena :)
To idź stąd, skoro mało rozumiesz.:fuj: ;-P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17391
Przeczytał: 107 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:27, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Dualizm wyłania się z podziału spektrum materii informacji na oddzielne istnienia. Prawo - lewo, góra - dół, dobre-złe, jasne-ciemne itd. Osią jest zazwyczaj "ja" (może zawsze, nie wiem). Cały problem z tą iluzją polega na emocjonalnym przywiązywaniu się do wyodrębnionych istnień, które z natury są nietrwałe, a ich utrata (bądź) zmiana generuje cierpienie. I tak na skali urody, można przywiązać się do pięknego wyglądu, a potem powoli wpadać w depresję wraz ze starzeniem się. Albo można sobie utworzyć ideał dobra, a później niszczyć wszystko co przeciwne. Scenariusze są różne, mniej lub bardziej złożone, ale ten mechanizm jest pierwotną zasadą każdego postępowania.
Nie byłoby spejalnie co z tym zrobić, gdyby nie istniał inny tryb działania, który pozwala funcjonować bez generowania podziałów, przez co pokazuje ich nietrwałość i właśnie iluzoryczność.
Iluzją jest prawdziwość generowanych przez nas istnień, przekonanie że istnieją naprawdę. Możesz zaobserwować jak pojawiają się i znikają, mimo że doznanie zmysłowe się nie zmienia. Jasno widać, że są jedynie ideami.

A gdybym widział rzeczy dualistycznie, ale BEZ EMOCJI, BEZ PRZYWIĄZYWANIA SIĘ, to taki dualizm byłby iluzją, czy nie?

Bo ja widzę dualizm trochę na zasadzie fizyka (mój wyuczony fach), który obserwuje zjawisko polaryzacji - pod wpływem zewnętrznego pola elektrycznego elektrony przesuwają się i w pewnych obszarach robi się ich nadmiar, a w innych niedomiar. Obserwuję to przesunięcie bez emocji - po prostu rejestruję fakt, ze się przesunęły, co skutkuje jakimś tam odczytem na przyrządach, a co też (bez emocji, czy przywiązywania się) jest przeze mnie obserwowane. I emocjonalnie "wisi mi kalafiorem", czy przesuną się bardziej, czy mniej - emocje do tego nic nie mają (może z wyjątkiem szczególnej emocji ciekawości, która chciałaby jednak wiedzieć co tam jest, ale nie wiąże się nijak z samą wartością owego przesunięcia).
Przyznam, że sporo tej buddyjskiej retoryki na temat iluzji postrzegam jako manipulację, jako coś podobnego do namolnego wmawiania ludziom poczucia winy przez jakąś część kaznodziei chrześcijańskich. Nie jest tajemnicą, że ktoś poczuwający się do winy jest bardziej podatny na manipulację, bo czuje się mniej wartościowy, słabszy, co podnosi rangę tego, który coś tam wmawia, sugeruje. Podobnie odbieram to wmawianie mi, jak to się przywiązałem do czegoś tam, co jest iluzją. Może się przywiązałem, a może mi to wisi... Nie siedzisz, "mędrcu buddyjski" (to nie jest adresowane do nikogo konkretnego, także NIE do Przedpiscy tylko tak sobie, figura stylistyczna, która jakoś ma obrazować wszystkich buddystów wypowiadających się w omawianym stylu) w mojej głowie, nie wiesz ani co sobie myślę, ani z czym się wiążę emocjonalnie. Może więc strzelasz przysłowiową kulą w płot z tym moim "przywiązaniem się", z tą iluzją.

Według mnie dualizm i emocje są to dwie osobne, niezależne rzeczy. Czasem mogą sie połączyć, ale nie muszą.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 0:32, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Cytat:
1. wszyscy jesteśmy niedoskonali, więc każdy ma w danej sprawie pogląd, który da się poprawić ...
Waznym jest czy mamy moralne prawo atakowac poglad drugiego czlowieka li tylko dlatego, ze jest inny od naszego. Czy w demokracji nie jestesmy w stanie przez samodyscypline i prace nad soba omowic spokojnie roznice w pogladach i kulturalnie i bez esejow zgodzic sie nie zgodzic? Czy mentalnie jestesmy juz w Korei Polnocnej i dlatego zachodzi sugerowana koniecznosc "poprawiania" pogladu drugiego uzytkownika wedlug wzorca "dyktatora"? :)
W tej treści wyraziłaś zanegowanie zachodzenia, istnienia prawdy obiektywnej. Wobec tego, dlaczego zatrzymujesz się przy czerwonym świetle sygnalizacji ulicznej?? Wedle braku prawdy obiektywnej to światło jest może białe, a może wcale go nie ma. Przestań już, w dość prymitywny zresztą sposób, moralizować do przesady, bo zaraz zacznę tym "rzygać". Zwróć raczej uwagę większą na nonsensy, które zdarza ci się czasami też wypisywać.:fuj:
To nie jest "prawda obiektywna" ale umowa spoleczna. Czerwony kolor w sygnalizacji ulicznej wybralismy aby komunikowac "stop". Podobnie umowilismy sie, ze rok ma 365 dni. Poniewaz nie spasowalo to matematycznie w dlugoterminowosci, to co cztery lata dodajemy jeden dzien w lutym. Podobnie u nas w USA i w Europie kontynentalnej jest ruch prawostronny. W Zjednoczonym Krolewstwie jest ruch lewostronny, bo maja inna umowe spoleczna. W USA przyjelismy system miar jak w Zjednoczonym Krolewstwie (plus/minus male roznice) ale w Kanadzie uzywaja system metryczny.
Jest w sygnalizacji kolor czerwony, którego należy przestrzegać, czy nie?! Czy jest nie-wiadomo-co, które może być zupełnie dowolnie interpretowane?? Podobnie jest z tym, że moje treści są opisem- w miarę udanym zazwyczaj- prawdy obiektywnej, uniwersalnej, a wypociny większości z was są pieprzeniem pieprzu. Zrozumiałaś to, pindzio głupia?!
Nie zrozumialam, Jabba the Hutt, bo egoizm too nie moja domena :)
To idź stąd, skoro mało rozumiesz.:fuj: ;-P
Nie zrozumiałam, bo nie ulegam "pejczowi" czyjegoś ego. Nie muszę nigdzie iść, bo jestem u siebie. Podobnie jak każdy kto tutaj wstąpi czy zarejestrowany i niezarejestrowany. Pokory sobie szczyptę dodaj do samopoczucia na co dzień i nie musiał będziesz nigdzie iść zby godnie żyć. Lubię Cię, ale te Twoje "okresy" i nie tylko miesięczne, bo zdarzają Ci się częściej mnie nastrajają Strzelcowo. Wówczas empatyczna Ryba, która jestem w duszy i zdyscyplinowany Koziorożec, które jest moim Ascendantem idą na bok i "lutuje" Ci strzaja w 4 litery i nie dbam czy Cię boli, bo tak "cza" Ci "wylutowac" od czasu do czasu, żebyś na 4 usiadł i pisał uprzejmie, atakował tematy a nie interlokutorów - paniatno, czy mam wyłożyć jeszcze bardziej (lo)patologicznie? :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 0:37, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
I nie jest zupełną przeciwnością nicości; jeśli już, to przeciwnością niebytu, lecz nie nicości.

Banjankri napisał:

Bzdura. Chaos jest niebytem, włanie dlatego, że pozbawiony jest bytów.
Hmm ... Natura jest chaosem :)
[link widoczny dla zalogowanych]
Natura w swym podstawowym stanie jest Niebytem. Dopiero z powodu działania Woli zmienia się w chaos- czyli np. Wielki Wybuch następuje [jak dla naszej Rzeczywistości, naszego Wszechświata przynajmniej]. A ten "obumierając", tracąc energię coraz bardziej się uporządkowuje, aż stopniowo wypromieniowując coraz więcej energii w powiększającą się czasoprzestrzeń zaczyna być znowu coraz większym chaosem, ale tym razem "in minus"- zmierzając z powrotem do stanu Niebytu, czyli- jak to określają niektórzy fizycy- do "śmierci termodynamicznej".
Nie śmierć termodynamiczną lecz entropia pulsującą. Tylko, że Ty w dalszym ciągu postrzegasz ta entropię pulsującą jeko odrebdny fenomen, a ewidentnie jest integralną składową otwartego systemu, bo inaczej jaki czynniik kontrolował by ewolucję, która zawsze chce galopować. Wszechistnienie przestałoby istnieć? Nie ma w Naturze takiej opcji, która na "wolę" naszą czy waszą nie zwraca uwagi. Dokonamy zachwiania Jej równowagi, to dokona takiej korekty, że się przysłowiowo że "śmiechu nie utrzymamy" i staniem się wyściółka pod Jej stopami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 1:31, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Cytat:
1. wszyscy jesteśmy niedoskonali, więc każdy ma w danej sprawie pogląd, który da się poprawić ...
Waznym jest czy mamy moralne prawo atakowac poglad drugiego czlowieka li tylko dlatego, ze jest inny od naszego. Czy w demokracji nie jestesmy w stanie przez samodyscypline i prace nad soba omowic spokojnie roznice w pogladach i kulturalnie i bez esejow zgodzic sie nie zgodzic? Czy mentalnie jestesmy juz w Korei Polnocnej i dlatego zachodzi sugerowana koniecznosc "poprawiania" pogladu drugiego uzytkownika wedlug wzorca "dyktatora"? :)
W tej treści wyraziłaś zanegowanie zachodzenia, istnienia prawdy obiektywnej. Wobec tego, dlaczego zatrzymujesz się przy czerwonym świetle sygnalizacji ulicznej?? Wedle braku prawdy obiektywnej to światło jest może białe, a może wcale go nie ma. Przestań już, w dość prymitywny zresztą sposób, moralizować do przesady, bo zaraz zacznę tym "rzygać". Zwróć raczej uwagę większą na nonsensy, które zdarza ci się czasami też wypisywać.:fuj:
To nie jest "prawda obiektywna" ale umowa spoleczna. Czerwony kolor w sygnalizacji ulicznej wybralismy aby komunikowac "stop". Podobnie umowilismy sie, ze rok ma 365 dni. Poniewaz nie spasowalo to matematycznie w dlugoterminowosci, to co cztery lata dodajemy jeden dzien w lutym. Podobnie u nas w USA i w Europie kontynentalnej jest ruch prawostronny. W Zjednoczonym Krolewstwie jest ruch lewostronny, bo maja inna umowe spoleczna. W USA przyjelismy system miar jak w Zjednoczonym Krolewstwie (plus/minus male roznice) ale w Kanadzie uzywaja system metryczny.
Jest w sygnalizacji kolor czerwony, którego należy przestrzegać, czy nie?! Czy jest nie-wiadomo-co, które może być zupełnie dowolnie interpretowane?? Podobnie jest z tym, że moje treści są opisem- w miarę udanym zazwyczaj- prawdy obiektywnej, uniwersalnej, a wypociny większości z was są pieprzeniem pieprzu. Zrozumiałaś to, pindzio głupia?!
Nie zrozumialam, Jabba the Hutt, bo egoizm too nie moja domena :)
To idź stąd, skoro mało rozumiesz.:fuj: ;-P
Nie zrozumiałam, bo nie ulegam "pejczowi" czyjegoś ego. Nie muszę nigdzie iść, bo jestem u siebie. Podobnie jak każdy kto tutaj wstąpi czy zarejestrowany i niezarejestrowany. Pokory sobie szczyptę dodaj do samopoczucia na co dzień i nie musiał będziesz nigdzie iść zby godnie żyć. Lubię Cię, ale te Twoje "okresy" i nie tylko miesięczne, bo zdarzają Ci się częściej mnie nastrajają Strzelcowo. Wówczas empatyczna Ryba, która jestem w duszy i zdyscyplinowany Koziorożec, które jest moim Ascendantem idą na bok i "lutuje" Ci strzaja w 4 litery i nie dbam czy Cię boli, bo tak "cza" Ci "wylutowac" od czasu do czasu, żebyś na 4 usiadł i pisał uprzejmie, atakował tematy a nie interlokutorów - paniatno, czy mam wyłożyć jeszcze bardziej (lo)patologicznie? :)
I następna osoba po Michałku się zesrała na forum...:fuj: Chociaż inni też tu nieraz pierdzą "zdrowo"...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 1:37, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
dziad leśny napisał:
Podstawą istnienia jest "ja".
Podstawą istnienia jest (roz)poznanie, a nie żadne "ja".
dziad leśny napisał:
Siebie.
Żadne "siebie", "ja", "self". Tu akurat więcej racji ma Michał, w tej kwestii. Młodzi ludzie, dzieci WPIERW poznają i rozpoznają następnie obiekty ze swego otoczenia [przede wszystkim osoby matki, potem ojca, następnie dalszej rodziny i inne osoby], a dopiero po jakimś czasie stają się świadome własnego ciała, a następnie dopiero po kilku jeszcze latach wymyślają, wyobrażają "w sobie" osobę mentalną, czyli "ja", "siebie psychiczne", czyli ego własne.
Nie "młodzi ludzie" tylko noworodki odczuwają ciepło matki, bo naturalnie czyli bez ingerencji ludzkiego ego, którego jeszcze nie posiadają wyczuwają środowisko swojego "zaistnienia" i własnej interakcji ze swoim środowiskiem. Ten proces odczuwania jest tak intensywny, że może zaważyć na byciu/istnieniu dziecka lub niebyciu/nieistnieniu czyli utraty życia przez dziecko. Noworodki nie posiadaja sensu "ja", bo ten pojawia się około roczku życia a "motorem" jest ujrzenie siebie w lustrze. Wówczas dziecko zastanawia się czy to jest ono czy ktoś inny. Konstukcja (termin umowny) ego to znacznie bardziej skomplikowany proces niz opisales.
No, właśnie. Ale zdaje się, że mylisz, a może nie rozróżniasz świadomości własnego ciała, świadomości siebie samego i samoświadomości...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 1:45, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
I nie jest zupełną przeciwnością nicości; jeśli już, to przeciwnością niebytu, lecz nie nicości.

Banjankri napisał:

Bzdura. Chaos jest niebytem, włanie dlatego, że pozbawiony jest bytów.
Hmm ... Natura jest chaosem :)
[link widoczny dla zalogowanych]
Natura w swym podstawowym stanie jest Niebytem. Dopiero z powodu działania Woli zmienia się w chaos- czyli np. Wielki Wybuch następuje [jak dla naszej Rzeczywistości, naszego Wszechświata przynajmniej]. A ten "obumierając", tracąc energię coraz bardziej się uporządkowuje, aż stopniowo wypromieniowując coraz więcej energii w powiększającą się czasoprzestrzeń zaczyna być znowu coraz większym chaosem, ale tym razem "in minus"- zmierzając z powrotem do stanu Niebytu, czyli- jak to określają niektórzy fizycy- do "śmierci termodynamicznej".
Nie śmierć termodynamiczną lecz entropia pulsującą. Tylko, że Ty w dalszym ciągu postrzegasz ta entropię pulsującą jeko odrebdny fenomen, a ewidentnie jest integralną składową otwartego systemu, bo inaczej jaki czynniik kontrolował by ewolucję, która zawsze chce galopować. Wszechistnienie przestałoby istnieć? Nie ma w Naturze takiej opcji, która na "wolę" naszą czy waszą nie zwraca uwagi. Dokonamy zachwiania Jej równowagi, to dokona takiej korekty, że się przysłowiowo że "śmiechu nie utrzymamy" i staniem się wyściółka pod Jej stopami.
Nie o takiej woli tam napisałem.
W pierwszych zdaniach tego wpisu twego, zacytowanego tu przeze mnie, masz na myśli coś podobnego do teorii odradzających się wszechświatów, "okresowych rzeczywistości"?
Staraj się pisać jaśniej i bardziej w nawiązaniu do tej treści, którą komentujesz akurat.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 1:57, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
A gdybym widział rzeczy dualistycznie, ale BEZ EMOCJI, BEZ PRZYWIĄZYWANIA SIĘ, to taki dualizm byłby iluzją, czy nie?
Nie byłoby dualizmu. Tak będzie w trakcie naszegoo ostatniego tchnienia zakładając że będziemy przytomni. Najpierw "koło życia" (termin umowny) zacznie się kręcić przeciwko czasowi czyli do tylu do dnia naszego poczęcia. Potem przeskoczy do ostatecznego momentu zmiany energii w mózgu - to ten "punkt" z którego się nie wraca (obojętne czy serce przestało bić czy nie, bo w pewnych sytuacjach da sie je zresetowac). Ci którzy to doświadczenie przeżyli i wrócili w stan formy (mam 2 takie osoby w Rodzinie - Mamy Brat i młodszy Brat) opowiadają jak sielsko się "tam" (termin umowny) czuli i nie chcieli wracać. Tak jak to doświadczenie NDE miało na Wujka wpływ "zbawienny" (termin umowny) i owocuje pokorą, tak dla młodszego Brata nie miało takiego wpływu i jego ego bierze zwykle górę nad pokorą. Więc reguły nie ma :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 1:58, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
I nie jest zupełną przeciwnością nicości; jeśli już, to przeciwnością niebytu, lecz nie nicości.

Banjankri napisał:

Bzdura. Chaos jest niebytem, włanie dlatego, że pozbawiony jest bytów.
Hmm ... Natura jest chaosem :)
[link widoczny dla zalogowanych]
Natura w swym podstawowym stanie jest Niebytem. Dopiero z powodu działania Woli zmienia się w chaos- czyli np. Wielki Wybuch następuje [jak dla naszej Rzeczywistości, naszego Wszechświata przynajmniej]. A ten "obumierając", tracąc energię coraz bardziej się uporządkowuje, aż stopniowo wypromieniowując coraz więcej energii w powiększającą się czasoprzestrzeń zaczyna być znowu coraz większym chaosem, ale tym razem "in minus"- zmierzając z powrotem do stanu Niebytu, czyli- jak to określają niektórzy fizycy- do "śmierci termodynamicznej".
Nie śmierć termodynamiczną lecz entropia pulsującą. Tylko, że Ty w dalszym ciągu postrzegasz ta entropię pulsującą jeko odrebdny fenomen, a ewidentnie jest integralną składową otwartego systemu, bo inaczej jaki czynniik kontrolował by ewolucję, która zawsze chce galopować. Wszechistnienie przestałoby istnieć? Nie ma w Naturze takiej opcji, która na "wolę" naszą czy waszą nie zwraca uwagi. Dokonamy zachwiania Jej równowagi, to dokona takiej korekty, że się przysłowiowo że "śmiechu nie utrzymamy" i staniem się wyściółka pod Jej stopami.
Nie o takiej woli tam napisałem.
W pierwszych zdaniach tego wpisu twego, zacytowanego tu przeze mnie, masz na myśli coś podobnego do teorii odradzających się wszechświatów, "okresowych rzeczywistości"?
Staraj się pisać jaśniej i bardziej w nawiązaniu do tej treści, którą komentujesz akurat.
Dobrze, Piotr. Postaram sie. Łapka, grabka?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 2:01, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Cytat:
1. wszyscy jesteśmy niedoskonali, więc każdy ma w danej sprawie pogląd, który da się poprawić ...
Waznym jest czy mamy moralne prawo atakowac poglad drugiego czlowieka li tylko dlatego, ze jest inny od naszego. Czy w demokracji nie jestesmy w stanie przez samodyscypline i prace nad soba omowic spokojnie roznice w pogladach i kulturalnie i bez esejow zgodzic sie nie zgodzic? Czy mentalnie jestesmy juz w Korei Polnocnej i dlatego zachodzi sugerowana koniecznosc "poprawiania" pogladu drugiego uzytkownika wedlug wzorca "dyktatora"? :)
W tej treści wyraziłaś zanegowanie zachodzenia, istnienia prawdy obiektywnej. Wobec tego, dlaczego zatrzymujesz się przy czerwonym świetle sygnalizacji ulicznej?? Wedle braku prawdy obiektywnej to światło jest może białe, a może wcale go nie ma. Przestań już, w dość prymitywny zresztą sposób, moralizować do przesady, bo zaraz zacznę tym "rzygać". Zwróć raczej uwagę większą na nonsensy, które zdarza ci się czasami też wypisywać.:fuj:
To nie jest "prawda obiektywna" ale umowa spoleczna. Czerwony kolor w sygnalizacji ulicznej wybralismy aby komunikowac "stop". Podobnie umowilismy sie, ze rok ma 365 dni. Poniewaz nie spasowalo to matematycznie w dlugoterminowosci, to co cztery lata dodajemy jeden dzien w lutym. Podobnie u nas w USA i w Europie kontynentalnej jest ruch prawostronny. W Zjednoczonym Krolewstwie jest ruch lewostronny, bo maja inna umowe spoleczna. W USA przyjelismy system miar jak w Zjednoczonym Krolewstwie (plus/minus male roznice) ale w Kanadzie uzywaja system metryczny.
Jest w sygnalizacji kolor czerwony, którego należy przestrzegać, czy nie?! Czy jest nie-wiadomo-co, które może być zupełnie dowolnie interpretowane?? Podobnie jest z tym, że moje treści są opisem- w miarę udanym zazwyczaj- prawdy obiektywnej, uniwersalnej, a wypociny większości z was są pieprzeniem pieprzu. Zrozumiałaś to, pindzio głupia?!
Nie zrozumialam, Jabba the Hutt, bo egoizm too nie moja domena :)
To idź stąd, skoro mało rozumiesz.:fuj: ;-P
Nie zrozumiałam, bo nie ulegam "pejczowi" czyjegoś ego. Nie muszę nigdzie iść, bo jestem u siebie. Podobnie jak każdy kto tutaj wstąpi czy zarejestrowany i niezarejestrowany. Pokory sobie szczyptę dodaj do samopoczucia na co dzień i nie musiał będziesz nigdzie iść zby godnie żyć. Lubię Cię, ale te Twoje "okresy" i nie tylko miesięczne, bo zdarzają Ci się częściej mnie nastrajają Strzelcowo. Wówczas empatyczna Ryba, która jestem w duszy i zdyscyplinowany Koziorożec, które jest moim Ascendantem idą na bok i "lutuje" Ci strzaja w 4 litery i nie dbam czy Cię boli, bo tak "cza" Ci "wylutowac" od czasu do czasu, żebyś na 4 usiadł i pisał uprzejmie, atakował tematy a nie interlokutorów - paniatno, czy mam wyłożyć jeszcze bardziej (lo)patologicznie? :)
I następna osoba po Michałku się zesrała na forum...:fuj: Chociaż inni też tu nieraz pierdzą "zdrowo"...
A u nas jeszcze mamy taka ładna terminologię do tego naturalnego procesu. Nazywa się natural gaś release czyli popuszczenie naturalnego gazu, żeby presji nie było, bo człowiek pod presją jest nie do wytrzymania - jak w kotle życia wszystko się w nim gotuje :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10159
Przeczytał: 26 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 2:04, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
dziad leśny napisał:
Podstawą istnienia jest "ja".
Podstawą istnienia jest (roz)poznanie, a nie żadne "ja".
dziad leśny napisał:
Siebie.
Żadne "siebie", "ja", "self". Tu akurat więcej racji ma Michał, w tej kwestii. Młodzi ludzie, dzieci WPIERW poznają i rozpoznają następnie obiekty ze swego otoczenia [przede wszystkim osoby matki, potem ojca, następnie dalszej rodziny i inne osoby], a dopiero po jakimś czasie stają się świadome własnego ciała, a następnie dopiero po kilku jeszcze latach wymyślają, wyobrażają "w sobie" osobę mentalną, czyli "ja", "siebie psychiczne", czyli ego własne.
Nie "młodzi ludzie" tylko noworodki odczuwają ciepło matki, bo naturalnie czyli bez ingerencji ludzkiego ego, którego jeszcze nie posiadają wyczuwają środowisko swojego "zaistnienia" i własnej interakcji ze swoim środowiskiem. Ten proces odczuwania jest tak intensywny, że może zaważyć na byciu/istnieniu dziecka lub niebyciu/nieistnieniu czyli utraty życia przez dziecko. Noworodki nie posiadaja sensu "ja", bo ten pojawia się około roczku życia a "motorem" jest ujrzenie siebie w lustrze. Wówczas dziecko zastanawia się czy to jest ono czy ktoś inny. Konstukcja (termin umowny) ego to znacznie bardziej skomplikowany proces niz opisales.
No, właśnie. Ale zdaje się, że mylisz, a może nie rozróżniasz świadomości własnego ciała, świadomości siebie samego i samoświadomości...
Bo widzisz Piotrze, one mi sie tak jakby "zlewają" (termin umowny) w tych jak przekazuję nam Sufizm [i[transitional selves[/i]/przejściowych jednostkach gdzie śmierć i narodziny to subtelne zmiany form. :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 13, 14, 15  Następny
Strona 6 z 15

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin