Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Pytanie o definicję istnienia - nowa odsłona problemu
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 13, 14, 15  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5954
Przeczytał: 6 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 2:42, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
I nie jest zupełną przeciwnością nicości; jeśli już, to przeciwnością niebytu, lecz nie nicości.

Banjankri napisał:

Bzdura. Chaos jest niebytem, włanie dlatego, że pozbawiony jest bytów.
Hmm ... Natura jest chaosem :)
[link widoczny dla zalogowanych]
Natura w swym podstawowym stanie jest Niebytem. Dopiero z powodu działania Woli zmienia się w chaos- czyli np. Wielki Wybuch następuje [jak dla naszej Rzeczywistości, naszego Wszechświata przynajmniej]. A ten "obumierając", tracąc energię coraz bardziej się uporządkowuje, aż stopniowo wypromieniowując coraz więcej energii w powiększającą się czasoprzestrzeń zaczyna być znowu coraz większym chaosem, ale tym razem "in minus"- zmierzając z powrotem do stanu Niebytu, czyli- jak to określają niektórzy fizycy- do "śmierci termodynamicznej".
Nie śmierć termodynamiczną lecz entropia pulsującą. Tylko, że Ty w dalszym ciągu postrzegasz ta entropię pulsującą jeko odrebdny fenomen, a ewidentnie jest integralną składową otwartego systemu, bo inaczej jaki czynniik kontrolował by ewolucję, która zawsze chce galopować. Wszechistnienie przestałoby istnieć? Nie ma w Naturze takiej opcji, która na "wolę" naszą czy waszą nie zwraca uwagi. Dokonamy zachwiania Jej równowagi, to dokona takiej korekty, że się przysłowiowo że "śmiechu nie utrzymamy" i staniem się wyściółka pod Jej stopami.
Nie o takiej woli tam napisałem.
W pierwszych zdaniach tego wpisu twego, zacytowanego tu przeze mnie, masz na myśli coś podobnego do teorii odradzających się wszechświatów, "okresowych rzeczywistości"?
Staraj się pisać jaśniej i bardziej w nawiązaniu do tej treści, którą komentujesz akurat.
Dobrze, Piotr. Postaram sie. Łapka, grabka?
Nio, durnotko.;-P Ale nie "śmiećmy" już tu tyle. Popierniczyć można w innych działach, a w tych "poważnych" trzymajmy się tematów wątków.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5954
Przeczytał: 6 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 2:43, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
dziad leśny napisał:
Podstawą istnienia jest "ja".
Podstawą istnienia jest (roz)poznanie, a nie żadne "ja".
dziad leśny napisał:
Siebie.
Żadne "siebie", "ja", "self". Tu akurat więcej racji ma Michał, w tej kwestii. Młodzi ludzie, dzieci WPIERW poznają i rozpoznają następnie obiekty ze swego otoczenia [przede wszystkim osoby matki, potem ojca, następnie dalszej rodziny i inne osoby], a dopiero po jakimś czasie stają się świadome własnego ciała, a następnie dopiero po kilku jeszcze latach wymyślają, wyobrażają "w sobie" osobę mentalną, czyli "ja", "siebie psychiczne", czyli ego własne.
Nie "młodzi ludzie" tylko noworodki odczuwają ciepło matki, bo naturalnie czyli bez ingerencji ludzkiego ego, którego jeszcze nie posiadają wyczuwają środowisko swojego "zaistnienia" i własnej interakcji ze swoim środowiskiem. Ten proces odczuwania jest tak intensywny, że może zaważyć na byciu/istnieniu dziecka lub niebyciu/nieistnieniu czyli utraty życia przez dziecko. Noworodki nie posiadaja sensu "ja", bo ten pojawia się około roczku życia a "motorem" jest ujrzenie siebie w lustrze. Wówczas dziecko zastanawia się czy to jest ono czy ktoś inny. Konstukcja (termin umowny) ego to znacznie bardziej skomplikowany proces niz opisales.
No, właśnie. Ale zdaje się, że mylisz, a może nie rozróżniasz świadomości własnego ciała, świadomości siebie samego i samoświadomości...
Bo widzisz Piotrze, one mi sie tak jakby "zlewają" (termin umowny) w tych jak przekazuję nam Sufizm [i[transitional selves[/i]/przejściowych jednostkach gdzie śmierć i narodziny to subtelne zmiany form. :)
Znowu mieszasz pojęcia i bełkot wychodzi z tego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 36 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 2:46, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Negujesz sensowność koncepcji bytu. Czy koncepcja "istnienia", którą tu omawiamy jako główny temat wątku, a do której też aspiruje mój przykład z samolotem też będzie przez Ciebie kontestowana?...
Dla skupienia uwagi proponuję dalej ciągnąć ów przykład z samolotem i filmem, który powstał z jego startu.
Czy według Ciebie:
1. samolot w ogóle istnieje?
2. czy istnienie samolotu w postaci materialnej, a istnienie zapisu jego startu jest takim samym czy innym istnieniem?
3. a może istnieniem jest sama reakcja na bodziec samolotu w neuronach? - ale wtedy zadam też pytanie, czy w związku z tym podobna percepcja samolotu na filmie i samolotu oglądanego bezpośrednio świadczy o bardzo podobnych istnieniach?

1. "Czy samolot w ogóle istnieje?" - tak, istnieje w materialnym i energetycznym tego słowa znaczeniu.
2. "Czy istnienie samolotu w postaci materialnej, a istnienie zapisu jego startu jest takim samym czy innym istnieniem?" - Zakladajac, że to ten sam samolot, to obserwacją jego startu w realu u mnie, osoby nieuprzedzonej do samolotów, najprawdopodobniej wywoła taka sama fizjologiczną "reakcję łańcuchową" jak obserwacja nagrania, bo mam lekkiego swiara na punkcie startujących, latających, i lądujących samolotów. Wywoła ekscytację, serotoninę, endorfiny, i tym podobne związki afirmujące życie. Na poziomie intelektu, to ten sam fenomen zaprezentowany moim zmysłom w inny sposób. W nagraniu najprawdopodobniej doszłoby do pewnego zniekształcenia dźwięku (przypuszczam, że dźwięk samolotu zagłuszyłby odgłosy przyrody, ale nie jestem pewna bo tego empirycznie nie badałam). Dodatkowo przypuszczam, że obserwacją nagrania cyfrowego byłaby bogatsza w bodźce niż ta moim okiem, bo moje oko ma filtry podświadomości a kamera nie. W jakościowym badaniu naukowym nie mam tego dylematu, bo wywiad z osobą na żywo i jego nagranie to ten sam fenomen tylko inaczej udokumentowany. Ten na żywo polega na mojej pamięci i szybkich notatkach. Ten nagrany mogę odtwarzać ad nauseam aż wysłucham ostatni niewyraźny wyraz i zanotuje w Addendum mojego artykułu naukowego.
3. "a może istnieniem jest sama reakcja na bodziec samolotu w neuronach? - ale wtedy zadam też pytanie, czy w związku z tym podobna percepcja samolotu na filmie i samolotu oglądanego bezpośrednio świadczy o bardzo podobnych istnieniach?" - Samolotu nie muszę widzieć w chmurach aby go sobe wyobrazić, bo mam już takich gestalt w ramie referencji multum. Kwestia jest jakie emocje przywołają ten obraz z qualia czyli "archiwum" (termin umowny) Wszechistnienia z którym zawsze jesteśmy połączeni tylko nie wszyscy mają tego świadomość? U mnie to w dalszym ciągu będzie ta sama lawina endorfin, serotoniny, i pochodnych, bo lubię samoloty. Podobnie jest z czerwonymi różami. Lubię je i widok czerwonej róży "przywołany" (termin umowny) z qualia wzruszy mnie do łez. A jak zaleje "sosem" (termin umowny) tej muzy https://youtu.be/1Ntg5hz-Zcw Ernesto Cortazar, to bede "załatwiona" w jakiejs chmurze #9/[i]cloud 9 na jakiś czas. Kwestia jest czy to "kombinacja" emocji wydobywających z qualia obraz, wraz z wonią i widokiem marznietego szronu jesiennego w połączeniu z częstotliwością muzyki daje mi "odlot" niesamowity czy sa jeszcze inne czynniki? Ciekawe co wykazałoby fMRI w tym przypadku? Bo Heart Rate Variability = HRV pokaże skoki, które nazywamy resilience/odporność - to już zweryfikowałam na app. [link widoczny dla zalogowanych]
Ponieważ efektywniej poruszam się w rejonie odczuwania ale nie kosztem intelektu, to musiałabym zbadać na sobie wszystkimi możliwymi instrumentami czy obserwacją samolotu w locie, czy jego nagrania, czy wyobrażenie powoduja takie same reakcje łańcuchowe w mojej fizjologii. Intelekt mówi, że nie. Ale wyniki mogą być te same. Bez zbadania nie potrafię odpowiedziac na Twoje pytania inteligentnie, bo nie posiadam danych. Nie chce ograniczać mojej interpretacji tylko do intelektu, bo z punktu widzenia naukowca, którym jestem, to spekulacja i wielkie no, no w nauce. Za coś takiego można zawalić cały program doktorski 16 kursów, stracić $48 tysięcy nie wliczając kosztów podręczników, i pożegnać się z tytułem doktora filozofii w wybranej dziedzinie. Oczywiście możesz mi odpisać, że to nie jest uniwersytet. Odpowiem Ci, że u nas obowiązuje integralność. Jak na uniwersytecie tak w życiu. Nie mam danych, nie mam podstaw do żadnej analizy i wyciągania wniosków, których etycznie nie wolno mi generalizować, bo to kolejne no, no. Filozofia jest wymagająca, bo potrzebuję ciągłych poszukiwań. Ale jest dobra przewodniczka i uczy samodyscypliny. Dzięki swoim poszukiwaniom przeszlam wszystkie znane kluczowe tradycje świata aby w końcu skonkludowac, że to właśnie w katolicyzmie (którego na codzien nie praktykuje ale mi nie przeszkadza) mamy możliwość transformacji przestrzeni rozszerzającego się serca w łaskę skierowana dla dobra drugiego człowieka. To dla mnie ogromny i niespodziewany dar. Dodatkowo, nie potrzeba stawać się Sufista aby zrozumieć, odczuwać, i praktykować Sufizm we własnej tradycji, bo to tak w telegraficznym skrócie właśnie obserwacja empatyczna tych wszelkich zmieniających się form ze mną włącznie w atmosferze spokoju wewnetrznego mimo "turbulencji" tych zmian, ktore nas w obecnej dobie "bombarduja". :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Śro 2:56, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 36 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 2:48, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
dziad leśny napisał:
Podstawą istnienia jest "ja".
Podstawą istnienia jest (roz)poznanie, a nie żadne "ja".
dziad leśny napisał:
Siebie.
Żadne "siebie", "ja", "self". Tu akurat więcej racji ma Michał, w tej kwestii. Młodzi ludzie, dzieci WPIERW poznają i rozpoznają następnie obiekty ze swego otoczenia [przede wszystkim osoby matki, potem ojca, następnie dalszej rodziny i inne osoby], a dopiero po jakimś czasie stają się świadome własnego ciała, a następnie dopiero po kilku jeszcze latach wymyślają, wyobrażają "w sobie" osobę mentalną, czyli "ja", "siebie psychiczne", czyli ego własne.
Nie "młodzi ludzie" tylko noworodki odczuwają ciepło matki, bo naturalnie czyli bez ingerencji ludzkiego ego, którego jeszcze nie posiadają wyczuwają środowisko swojego "zaistnienia" i własnej interakcji ze swoim środowiskiem. Ten proces odczuwania jest tak intensywny, że może zaważyć na byciu/istnieniu dziecka lub niebyciu/nieistnieniu czyli utraty życia przez dziecko. Noworodki nie posiadaja sensu "ja", bo ten pojawia się około roczku życia a "motorem" jest ujrzenie siebie w lustrze. Wówczas dziecko zastanawia się czy to jest ono czy ktoś inny. Konstukcja (termin umowny) ego to znacznie bardziej skomplikowany proces niz opisales.
No, właśnie. Ale zdaje się, że mylisz, a może nie rozróżniasz świadomości własnego ciała, świadomości siebie samego i samoświadomości...
Bo widzisz Piotrze, one mi sie tak jakby "zlewają" (termin umowny) w tych jak przekazuję nam Sufizm [i[transitional selves[/i]/przejściowych jednostkach gdzie śmierć i narodziny to subtelne zmiany form. :)
Znowu mieszasz pojęcia i bełkot wychodzi z tego.
3:43 rano w Polsce. Proszę idź już spać, Piotrze, bo marudzić zaczynasz. U mnie 9:48 w nocy i pora na beauty sleep w celu regeneracji organizmu :)

Acha, od piątku 8 wrzesnia do środy 13 wrzesnia będę przedkładać i bronić szkic mojej pracy doktorskiej a jutro zacznę po dzisiejszym wypoczynku go czytać, dokonywać finałowych poprawek, jesli zajdzie potrzeba i oczywiście antycypować ewentualne pytania mojej Prof. Dr. Chair czyli to chyba po polski promotorka. Piszę uprzejmie żebyś za mną bardzo nie tęsknił, jakby co - albo jakby nic, a nic. Ja bede tesknic troszke za Twoim "marudzeniem" ale wytrzymam jakos :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Śro 2:54, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3601
Przeczytał: 59 tematów


PostWysłany: Śro 9:33, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Nie da się ukryć, że największą wiedzę religijną z was wszystkich ma Dyskurs.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3601
Przeczytał: 59 tematów


PostWysłany: Śro 10:22, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Dualizm wyłania się z podziału spektrum materii informacji na oddzielne istnienia. Prawo - lewo, góra - dół, dobre-złe, jasne-ciemne itd. Osią jest zazwyczaj "ja" (może zawsze, nie wiem). Cały problem z tą iluzją polega na emocjonalnym przywiązywaniu się do wyodrębnionych istnień, które z natury są nietrwałe, a ich utrata (bądź) zmiana generuje cierpienie. I tak na skali urody, można przywiązać się do pięknego wyglądu, a potem powoli wpadać w depresję wraz ze starzeniem się. Albo można sobie utworzyć ideał dobra, a później niszczyć wszystko co przeciwne. Scenariusze są różne, mniej lub bardziej złożone, ale ten mechanizm jest pierwotną zasadą każdego postępowania.
Nie byłoby spejalnie co z tym zrobić, gdyby nie istniał inny tryb działania, który pozwala funcjonować bez generowania podziałów, przez co pokazuje ich nietrwałość i właśnie iluzoryczność.
Iluzją jest prawdziwość generowanych przez nas istnień, przekonanie że istnieją naprawdę. Możesz zaobserwować jak pojawiają się i znikają, mimo że doznanie zmysłowe się nie zmienia. Jasno widać, że są jedynie ideami.

A gdybym widział rzeczy dualistycznie, ale BEZ EMOCJI, BEZ PRZYWIĄZYWANIA SIĘ, to taki dualizm byłby iluzją, czy nie?

Bo ja widzę dualizm trochę na zasadzie fizyka (mój wyuczony fach), który obserwuje zjawisko polaryzacji - pod wpływem zewnętrznego pola elektrycznego elektrony przesuwają się i w pewnych obszarach robi się ich nadmiar, a w innych niedomiar. Obserwuję to przesunięcie bez emocji - po prostu rejestruję fakt, ze się przesunęły, co skutkuje jakimś tam odczytem na przyrządach, a co też (bez emocji, czy przywiązywania się) jest przeze mnie obserwowane. I emocjonalnie "wisi mi kalafiorem", czy przesuną się bardziej, czy mniej - emocje do tego nic nie mają (może z wyjątkiem szczególnej emocji ciekawości, która chciałaby jednak wiedzieć co tam jest, ale nie wiąże się nijak z samą wartością owego przesunięcia).
Przyznam, że sporo tej buddyjskiej retoryki na temat iluzji postrzegam jako manipulację, jako coś podobnego do namolnego wmawiania ludziom poczucia winy przez jakąś część kaznodziei chrześcijańskich. Nie jest tajemnicą, że ktoś poczuwający się do winy jest bardziej podatny na manipulację, bo czuje się mniej wartościowy, słabszy, co podnosi rangę tego, który coś tam wmawia, sugeruje. Podobnie odbieram to wmawianie mi, jak to się przywiązałem do czegoś tam, co jest iluzją. Może się przywiązałem, a może mi to wisi... Nie siedzisz, "mędrcu buddyjski" (to nie jest adresowane do nikogo konkretnego, także NIE do Przedpiscy tylko tak sobie, figura stylistyczna, która jakoś ma obrazować wszystkich buddystów wypowiadających się w omawianym stylu) w mojej głowie, nie wiesz ani co sobie myślę, ani z czym się wiążę emocjonalnie. Może więc strzelasz przysłowiową kulą w płot z tym moim "przywiązaniem się", z tą iluzją.

Według mnie dualizm i emocje są to dwie osobne, niezależne rzeczy. Czasem mogą sie połączyć, ale nie muszą.

Nie da się widzieć rzeczywistości dualistycznie bez emocji. Trzeba zaznaczyć, że emocje mają różną skalę natężenia i znacząca ich cześć jest habituawala i niedostrzegalna dla świadomości. Każda myśl, każdy stan niesie ze sobą emocję, nic nie wisi kalafiorem, a raczej wiszenie kalafiorem też jest emocją, tylko bardzo subtelną.

Cytat:
Przyznam, że sporo tej buddyjskiej retoryki na temat iluzji postrzegam jako manipulację

Najlepszym sposobem na usprawnienie postrzegania jest nauka, czyli poświęcenie czemuś czasu. Ja tego za ciebie nie zrobie :). Do straszenia, lepiej nadaje się karma.

Cytat:
Nie siedzisz, "mędrcu buddyjski" w mojej głowie, nie wiesz ani co sobie myślę, ani z czym się wiążę emocjonalnie.

Ale wiem, że się wiążesz. Nie musisz być w moich butach, żeby wiedzieć, że działa na mnie grawitacja. Jeżeli stwierdze, że może działa, a może nie, to machniesz ręką, bo nie będzie z kim rozmawiać.
Twoje odbieranie filozofii wchodnich porównujesz do chrześcijaństwa i zaraz widzisz w tym podstęp. Wynika to z twojej niewiedzy, bo jest wiele znanych osobistości w buddyzmie, które żyły w skrajnym ubóstwie, bez praktycznie żadnych wiernych. Ot choćby Bodhidharma, założyciel chan (zen), którego nie wpuścili do Shao Lin i mieszkał latami (chyba 8 lat) w jaskini niedaleko, kontemplując wpatrzony w ścianę jaskini. Przez całe swoje życie miał 4 uczniów, a teksty które zostawił są tak trudne, że dzisiaj nikt w praktyce buddyjskiech ich nie stosuje, prócz prawdziwych wyjadaczy. Są dostępne, możesz poczytać, a zobaczysz, że ściemnianie plebsu to chyba ostatnia rzecz, do której te nauki mogą służyć. Wszystkie mają jeden cel, wprowadzić zmiany do perspektywy tak, aby wywołały konkretny rezultat w doznaniu. Coś jak próby otworzenia zamka wytrychem, albo takie zmienianie wytrycha, aż będzie kluczem.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Śro 10:24, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:10, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Przyznam, że sporo tej buddyjskiej retoryki na temat iluzji postrzegam jako manipulację

Najlepszym sposobem na usprawnienie postrzegania jest nauka, czyli poświęcenie czemuś czasu. Ja tego za ciebie nie zrobie :). Do straszenia, lepiej nadaje się karma.

Cytat:
Nie siedzisz, "mędrcu buddyjski" w mojej głowie, nie wiesz ani co sobie myślę, ani z czym się wiążę emocjonalnie.

Ale wiem, że się wiążesz. Nie musisz być w moich butach, żeby wiedzieć, że działa na mnie grawitacja.

To ja stwierdzę, że na pewno masz kompleks Edypa. Nie muszę znać czyichś myśli, aby wiedzieć, że kompleks Edypa na pewno ma... :rotfl:

A już bardziej na poważnie.
Zastanawiałem się już wcześniej nie raz na ile podlegam zarzutom buddyjskiej retoryki. Nie odrzucałem tych sugestii. Próbowałem nawet doszukać się w sobie wskazywanych uczuć. Trochę nawet znajdowałem.
Później jednak stwierdziłem, że znajduję z grubsza z takim natężeniem... z jakim CHCIAŁEM znajdować. Doszedłem do wniosku, że efekt znalezienia w sobie tego czegoś jest w większości powodowany samym mechanizmem szukania. To trochę tak, jakby obserwować układy gwiazd na niebie z założeniem, że jeden z nich to "koń" - ma kształt konia. W końcu jakiś taki, z grubsza pasujący, się znajdzie. Tak więc, jak mocno uwierzę, że buddyści mają rację, to dostrzegę u siebie emocjonalność związaną z dualizmem. I z góry wiem, że tak się stanie, a nawet wiem, że stanie się z siłą wprost proporcjonalną do tego jak uwierzyłem buddystom i jak bardzo miałem zamiar znaleźć te uczucia.
Z perspektywy jednak dałem sobie spokój. W życiu poznałem różne wpływowe prądy, które ludziom różne rzeczy wmawiają. I ludziska wierzą - czasem bardziej, czasem mniej. Zakon Świątyni Słońca zrzeszał ludzi z pewnej sekty, w której główny guru ogłosił, że należy popełnić zbiorowe samobójstwo, aby po tej śmierci kontynuować życie na jednaj z planet krążących wokół Syriusza. Kto uwierzył i się zabił, mógł się przekonać...
Nie odrzucam całkowicie koncepcji buddystów. Czasem próbuję je trochę (...) dopasować do swoich odczuć. Ale wolę jednak polegać na własnym zdrowym rozsądku. I jakoś chyba nie jestem podatny na sugestię, wciąż nie dostrzegając u siebie tego, co buddyści widzą. Może kiedyś dostrzegę to...
A może ostatecznie uznam, że buddyści to oszołomy (przynajmniej w tej kwestii)...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3601
Przeczytał: 59 tematów


PostWysłany: Śro 12:53, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Twoje poglądy w tym obszarze, są zupełnie błędne. Oczywiście masz do nich prawo, ja ci tylko mówię, że się mylisz, a główną przyczyną jest niewiedza. To tak jakbyś się kłócił z przedszkolakiem na temat fizyki. "Nie można latać w kosmos, bo ja próbuję i nie mogę nawet latać, a co dopiero w kosmos! "
Twoje błędne przekonania operują na zupełnie innym poziomie i każdy zarzut jest przysłowiową kulą w płot.
Wszystkie te tematy tasiemce pokazują jedynie, że każdy ma coś do powiedzenia i jest kompletnie nieufny w stosunku do reszty. Zamiast wziąć łopatę i zacząć pracować, to siedzicie zbunkrowani i kompletnie pozbawieni chęci sprawdzenia, czy eksploracji obszarów, o których tak chętnie się wypowiadacie. Buddyzm to tylko framework, są inne, skierowane na cel. Was nie interesuje żaden efekt, tylko forma. Wszelkie teorie typu Teoria Wszystkiego są g. warte, bo nic, kompletnie nic nie zmieniają w perspektywie. Dalej jest, jak było, tylko teraz jest na to wewnętrznie niesprzeczne wytłumaczenia. Super!
Jak już coś daje efekty, to nie tykacie, bo... nie. Brak odwagi?


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Śro 12:54, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:43, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Twoje poglądy w tym obszarze, są zupełnie błędne. Oczywiście masz do nich prawo, ja ci tylko mówię, że się mylisz, a główną przyczyną jest niewiedza. To tak jakbyś się kłócił z przedszkolakiem na temat fizyki. "Nie można latać w kosmos, bo ja próbuję i nie mogę nawet latać, a co dopiero w kosmos! "
Twoje błędne przekonania operują na zupełnie innym poziomie i każdy zarzut jest przysłowiową kulą w płot.
Wszystkie te tematy tasiemce pokazują jedynie, że każdy ma coś do powiedzenia i jest kompletnie nieufny w stosunku do reszty. Zamiast wziąć łopatę i zacząć pracować, to siedzicie zbunkrowani i kompletnie pozbawieni chęci sprawdzenia, czy eksploracji obszarów, o których tak chętnie się wypowiadacie. Buddyzm to tylko framework, są inne, skierowane na cel. Was nie interesuje żaden efekt, tylko forma. Wszelkie teorie typu Teoria Wszystkiego są g. warte, bo nic, kompletnie nic nie zmieniają w perspektywie. Dalej jest, jak było, tylko teraz jest na to wewnętrznie niesprzeczne wytłumaczenia. Super!
Jak już coś daje efekty, to nie tykacie, bo... nie. Brak odwagi?


Tak samo o brak odwagi można oskarżyć tego, kto nie zdecydował się na:
- wyjechanie dżihadystami do walki
- podjęcia próby (zaawansowanej) przejścia na bretarianizm
- życia bez rodziny, jako pustelnik, umartwiając swoje ciało ciężkimi postami i biczowaniem
- uwierzenie pierwszemu lepszemu napotkanemu guru, który każe oddać mu cały majątek i pójść za nim w celu głoszenia końca świata...

Sorry, ale oceniam świat WIEDZĄ I ROZEZNANIEM JAKIE MAM. Nie zakładam swojej omnipotencji. Może się mylę. Ale może akurat mam rację. Brak odwagi nie jest tu ŻADNYM argumentem. Z mojego punktu widzenia LICZY SIĘ ROZSĄDEK. Z postulatu bycia odważnym (czytaj zrobienia czegoś wbrew swojemu rozeznaniu, rozsądkowi) wynika w ogólności PO PROSTU ROZLUŹNIENIE WIĘZÓW ROZSĄDKU. Mam być odważny?... - więc może powinien wspinać się na wieżowce (nie wątpię, że będę wtedy miał doznania nieporównywalne z niczym innym, także z buddyjskim oświeceniem), a może powinienem zacząć tresować jadowite węże, a może iść na wojnę...

Nie wiem, czy mnie rozumiesz... Bo myśl jest dość trudna.
Chodzi o to, że albo argument z braku odwagi jest ogólny - a wtedy trudno jest go uznać za wyróżniający akurat to, o czym piszesz (w szczególności są zadania, które wymagają więcej odwagi, niż oddanie się poszukiwaniom w swoich emocjach wedle buddyjskiego wzorca); albo ma być jakoś szczególny - dostosowany tylko do tego przypadku. W tym ostatnim przypadku byłby to w istocie postulat: w innych sprawach odważnym być nie trzeba, ale koniecznie trzeba z siebie wydobyć odwagę buddyjskiego poszukiwania w swoim umyśle. Byłby to postulat arbitralny, znowu... pachnący manipulacją, trudny do odróżnienia od zapewnień guru dowolnej sekty.
Tak więc, niestety, ale "argument z odwagi" jest w moim przypadku pusty - bo albo - jeśli go przyjmiemy w mechanizmie otwartym - powinniśmy zrobić jednak coś bardziej ekstremalnego, niż buddyzm, albo - jeśli go przyjmiemy w mechanizmie ekskluzywnym - będziemy mieli problem właśnie z brakiem otwartości, czyli podejrzeniem o manipulację.

Zastanawiałem się już dużo wcześniej nad problemem: kiedy przyjmować, a kiedy odrzucać sugestie, nauki, rady? - Niemało nad tym myślałem.
Ostatecznie odrzuciłem wszelkie nawoływania przypominające "wchodzenie na ambit" - tu byłby przykład z ambicją odwagi, ale mogą być inne, podobne: a co nie potrafisz?! Nie stać cię, za biedny jesteś? "ktoś ci zabrania, to nie masz własnego zdania?... - w domyśle tutaj zwykle mamy: zrób to, CO SUGERUJĄCY mówi, a nie rzecz dowolną, czy wynikłą z MOJEGO rozeznania.
Obrona przed byciem manipulowanym... Bardzo (!) ciekawy temat...

Ale oczywiście - możesz mieć rację. Może być tak, że gdybym dotarł w swojej eksploracji myślą w stronę buddyzmu, to wtedy przekroczyłbym jakąś ważną granicę myśli i uczuć, zrozumiał coś szczególnego, może nawet bardzo wartościowego duchowo. Nie wiem - uczciwie powiem: NIE WIEM. Ale też i mogę powiedzieć coś w drugą stronę - może niejeden buddysta, gdyby zaczął się słuchać akurat moich (!) wskazówek (co prawda nie tworzyłem jakiejś swojej sekty, czy nauki, ale może kiedyś stworzę... :rotfl: ), to on by na tym superskorzystał intelektualnie i duchowo. Też nie wiadomo - dopóki się czegoś nie sprawdzi, dopóty pewności nie będzie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3601
Przeczytał: 59 tematów


PostWysłany: Śro 15:30, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Cytat:
Nie wiem, czy mnie rozumiesz... Bo myśl jest dość trudna.

Wiem, że ty nie rozumiesz mnie. Wypowiadasz się o tym jak wydaje ci się, że smakuje coś, czego nigdy nie miałeś w ustach.
Cytat:
Byłby to postulat arbitralny, znowu... pachnący manipulacją, trudny do odróżnienia od zapewnień guru dowolnej sekty.

Dokładnie to samo, co wyżej. "Nie wiem, ale się wypowiem."

Cytat:
Tak więc, niestety, ale "argument z odwagi" jest w moim przypadku pusty - bo albo - jeśli go przyjmiemy w mechanizmie otwartym - powinniśmy zrobić jednak coś bardziej ekstremalnego, niż buddyzm, albo - jeśli go przyjmiemy w mechanizmie ekskluzywnym - będziemy mieli problem właśnie z brakiem otwartości, czyli podejrzeniem o manipulację.

Tutaj widzę, że nie jesteś NAWET na etapie braku odwagi. Jesteś na etapie niedowierzania, że odwaga będzie potrzebna.

Cytat:
Zastanawiałem się już dużo wcześniej nad problemem: kiedy przyjmować, a kiedy odrzucać sugestie, nauki, rady? - Niemało nad tym myślałem.

Ciekawi mnie, jak przyjąłeś sugestię nauki fizyki.

Cytat:
Obrona przed byciem manipulowanym... Bardzo (!) ciekawy temat...

Teraz chyba rozumiem, że w fizykę zostałeś wmanipulowany.


Cytat:
Ale oczywiście - możesz mieć rację. Może być tak, że gdybym dotarł w swojej eksploracji myślą w stronę buddyzmu, to wtedy przekroczyłbym jakąś ważną granicę myśli i uczuć, zrozumiał coś szczególnego, może nawet bardzo wartościowego duchowo. Nie wiem - uczciwie powiem: NIE WIEM. Ale też i mogę powiedzieć coś w drugą stronę - może niejeden buddysta, gdyby zaczął się słuchać akurat moich (!) wskazówek (co prawda nie tworzyłem jakiejś swojej sekty, czy nauki, ale może kiedyś stworzę... ), to on by na tym superskorzystał intelektualnie i duchowo. Też nie wiadomo - dopóki się czegoś nie sprawdzi, dopóty pewności nie będzie.

Powiedz mi, jakie korzyści płyną z aplikowania twojego światopoglądu. Co on daje, oprócz bałamucenia czasu?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3601
Przeczytał: 59 tematów


PostWysłany: Śro 15:37, 06 Wrz 2017    Temat postu:

I jeszcze jedno pytanie.
Jakiego typu fizykiem jesteś:
1. Takim, co się uczy fizyki, żeby uczyć jej innych
2. Takim, co się uczy fizyki, aby ją stosować
3. Takim, co uczy się fizyki, aby mieć podstawy do odkrywania nowej wiedzy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 15:54, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
I jeszcze jedno pytanie.
Jakiego typu fizykiem jesteś:
1. Takim, co się uczy fizyki, żeby uczyć jej innych
2. Takim, co się uczy fizyki, aby ją stosować
3. Takim, co uczy się fizyki, aby mieć podstawy do odkrywania nowej wiedzy.

Ostatnio najbardziej to 3.
Wcześniej, bardziej to 1, choć trochę - jak to w życiu - 2.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 36 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 15:54, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Nie da się ukryć, że największą wiedzę religijną z was wszystkich ma Dyskurs.
Niekoniecznie Drogi Banjankri, bo w recytowaniu cytatów z Biblii Jan Lewandowski najprawdopodobniej położyłby mnie na przysłowiowe łopatki. Jestem super inticyjna a w programach naukowych opartych na modelu andragogiki uczą w USA być nauczycielem/uczniem i sterem równocześnie ale mając nadzieję, że człowiek posiada adekwatny system wartości aby się w tym "żeglowaniu na oceanie życia, gdzie z góry wiadomo, że nasz statek musi zatonąć" (termin metaforyczny) nie zagubić.

Przyjechałam z Polski 32 lata temu bez znajomości języka angielskiego i po nauczeniu się go we własnym zakresie i w krótkim okreie czasu i po przyjeciu mnie do uczelni katolickiej (protestancka w praktyce) "wjechałam" do niej na "koziołku" braku wiedzy elementarnej w obszarze własnej tradycji rzymsko-katolickiej z Polski z Podkarpacia :) Kiedy weszłam do Biblioteki (na początku lat 90-tych nie było google i zaczęłam dotykać woluminow, to serotonina, endorfiny, i pochodne związki chemiczne poczucia ogromnego szczęścia z zaszczytu bycia tam - ja emigrantka, która przyjechała do USA jako młoda samotna matka z $20 wbitymi do paszportu - wyzwoliło u mnie 2 nurty (1)pragnienie chłoniecia wiedzy, (2) pokorę za dostęp, bo jak wiadomo w PRLu nie było dostępu. Ale tą wolnosc i ogrom wiedzy miały swoje negatywne konsekwencje, bo po zderzeniu się z katolicyzmem amerykańskim narodził się bunt i spadł na już "żyzna" glebę z Polski, że praktyka katolicyzmu w Polsce jest społecznie uwarunkowana. Ten bunt zawiódł mnie do porzucenia mojej tradycji, do - w pewnym sensie - zwalczania jej. To wywołało turbulencje w Rodzinie. Ale suma sumarum, przez właśnie poszukiwania, przez odczucie, że musi być jakiś "wspólny mianownik" łączący wszystkie tradycje religijne i filozoficzne świata, bo inaczej ludzie nie budowali by strzelistych świątyni, nie śpiewali by hymnów do Boga - i podobnie do młodego mężczyzny żydowskiego, który opuścił dom ojca/lub "Dom Ojca" aby szukać odpowiedzi na to samo pytanie co ja, po wielu podróżach, buntach, perturbacjach trafił do Ściany Płaczu w Jeruzalem aby wetknąć w szparkę karteczkę do ojca i przeprosić za odejcie i napisać, że wracając z doświadczeniami życiowej podróży odpowiedzi na dręczące go pytania znalazł we własnej tradycji ale postrzeganej inaczej - podniósł karteczkę, która wypadła że szparki. Jak się okazało, była napisana przez jego ojca, który przed śmiercią przepraszal syna, że go "wyklął" za pragnienie zaspokojenia zdrowej ciekawoscii aby nabyć przez doświadczenia życiowe madrosci życiowej. Historia człowieka jest taka sama - rodzimy się tą "czysta kartą papieru" z która Piotr ma tyle problemów, rodzice zaczynają zapis aby nas chronić, następnie chcemy odejść z "gniazda" mając nadzieję wyrosnąć z syndromu nazaretańskiego (id est dorosłe dziecko rodziców) i powrócić do "gniazda" z mądrością życiową. Jednym się to udaje, innym nie. Dla mnie ogromnym darem była praca w Massachusetts Institute ofTechnology, gdzie przez zaangażowanie w życie akademickie udałam się ze zmarłym Mężem na spotkanie z Pir Zia Inayat-Khan z Rodu Sufijskiego, ktory emanuje spokojem wewnętrznym równym historycznym Awatarom. To był rok 2007. Zrozumienie, że nie muszę "wyrzekać się" własnej tradycji aby praktykować mistycyzm zajęło mi sporo czasu ale pomógł mi znajomy, który prowadzi spotkania Sufistow (nota bene zaprosił mnie na spotkanie z Pir Zia Inayat-Khan, bo pracuje w MIT). Reszta (termin umowny) to historia, bo praca nad sobą to pokorna "orka" kiedy śpiewa się przy tej pracy i tego Wszystkim serdecznie życzę :)

Sufism's Contribution to Planetary Culture with Pir Zia Inayat-Khan
https://youtu.be/nqjaR4tzI6U

Banjankri napisał:
Nie da się widzieć rzeczywistości dualistycznie bez emocji. Trzeba zaznaczyć, że emocje mają różną skalę natężenia i znacząca ich cześć jest habituawala i niedostrzegalna dla świadomości. Każda myśl, każdy stan niesie ze sobą emocję, nic nie wisi kalafiorem, a raczej wiszenie kalafiorem też jest emocją, tylko bardzo subtelną.
Dodajmy jeszcze, że "dłutko" czyli ego = edging God out czyli ten nasz uzurpator i wykolejony mentor czyli tormentor zagłuszający "krzykiem emocji" w dudniącej komnacie lustrzanych oczekiwan nasz Najwyższy Instynkt aby siebie poznać takimi jak stworzył nas Bóg/Wszechistnienie bez bagażu emocji to misja praktycznie nie do spełnienia dla nikogo. Co można osiągnąć to tymczasowe momenty restoracji kiedy jesteśmy w stanie usiąść z samym soba w ciszy czy przynajmniej zatrzymać na chwilkę "kierat" umysłu konceptualnego, który w trakcie jawy nie czyni nic innego oprócz dopasowywania bodźców do artefaktów podświadomości a jest tych bodźców coraz więcej i więcej ... taki krzyk cywilizacyjny, który ma potencjał nas zniszczyć na wlanse życzenie. Nie słyszymy w tym krzyku blagalnego wołania o pomoc osób, które nie mają w zasięgu ręki przysłowiowej "brzytwy" - tona na naszych oczach cicho i nikt po nich nie placze, nikt nie wspomina, bo jutro kolejna powódź krzyku zagłuszy empatię i wszelkie nasze próby bycia człowiekiem ... Quo Vadis?

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Śro 16:04, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:01, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Powiedz mi, jakie korzyści płyną z aplikowania twojego światopoglądu. Co on daje, oprócz bałamucenia czasu?

Pytanie, jakie tu zadałeś, świadczy o tym, że w ogóle mamy inne definicje słowa "światopogląd". Dla mnie światopogląd jest właśnie REFLEKSJĄ O PODSTAWOWYCH KRYTERIACH, w tym to on właśnie określi co jest "bałamuceniem czasu". Tak więc to nie światopogląd jest bałamuceniem czasu (dowolny, nie tylko mój), ale światopogląd zdefiniuje sens zdania "X jest bałamuceniem czasu". Możesz zadać pytanie o to, czy z kolei Twój światopogląd jest bałamuceniem czasu, a wtedy zapewne staniesz przed dylematem, który przeoczyłeś - PROBLEMEM ARBITRALNOŚCI wyboru kryteriów.
To właśnie światopogląd ma (m.in.) ustalić. Jak ustali, że bałamuceniem czasu jest jedzenie krewetek, zaś jego najlepszym wykorzystaniem gra w cymbergaja, to tak właśnie BĘDZIE.
Tak więc moja odpowiedź na pytanie jest "automatyczna" - mój światopogląd (z definicji! - czyli właśnie na mocy tego światopoglądu) NIE jest bałamuceniem czasu, ale jego najlepszym z możliwych wykorzystaniem. :rotfl:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 36 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 16:16, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
... mój światopogląd (z definicji! - czyli właśnie na mocy tego światopoglądu) NIE jest bałamuceniem czasu, ale jego najlepszym z możliwych wykorzystaniem.
Owszem i masz do tego moralne prawo ale nie masz takiego prawa aby czynic z tego "religii" i nie postuluje, że to czynisz - tylko ilustruje jak ego intruder może znaleźć nieskończona ilość sposobów aby się we własnym światopoglądzie zagubić jak okręt na oceanie życia bez kompasu. Pokora pozwala nam na rozpoznanie intelektualnie i odczucie intuicyjne, kiedy ego intruder zastawia na nasze Ja Prawdziwe pułapkę "zasłona dymną", która ma potencjał bycia skuteczną iluzją i barierą do "wynoszenia" (termin umowny) Ja Prawdziwego na "ołtarze" (termin zapozyczony z tradycji katolickiej) najwyższych intencji ludzkich dla społecznego dobra.

Blaise Pascal: "“All of humanity's problems stem from man's inability to sit quietly in a room alonę. - Wszystkie problemy ludzkości wynikają z niezdolności człowieka do cichego siedzenia w pokoju." Dlaczego? Bo jak jest cicho to nie ma zakłóceń i człowiek w kontakcie z samym sobą nie jest w stanie siebie znieść :)
[link widoczny dla zalogowanych]

Jak przekazuję [i]Pir Zia Inayat-Khan
: "Divine vision is generous - Boska wizja jest hojna", tylko Matka Natury, która nie jest złośliwa - jak niektórzy ludzie - lecz kapryśna, ma kaprys bawić się z człowiekiem w chowanego odnośnie poczucia łączności z własną Boskością.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3601
Przeczytał: 59 tematów


PostWysłany: Śro 16:16, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Powiedz mi, jakie korzyści płyną z aplikowania twojego światopoglądu. Co on daje, oprócz bałamucenia czasu?

Pytanie, jakie tu zadałeś, świadczy o tym, że w ogóle mamy inne definicje słowa "światopogląd". Dla mnie światopogląd jest właśnie REFLEKSJĄ O PODSTAWOWYCH KRYTERIACH, w tym to on właśnie określi co jest "bałamuceniem czasu". Tak więc to nie światopogląd jest bałamuceniem czasu (dowolny, nie tylko mój), ale światopogląd zdefiniuje sens zdania "X jest bałamuceniem czasu". Możesz zadać pytanie o to, czy z kolei Twój światopogląd jest bałamuceniem czasu, a wtedy zapewne staniesz przed dylematem, który przeoczyłeś - PROBLEMEM ARBITRALNOŚCI wyboru kryteriów.
To właśnie światopogląd ma (m.in.) ustalić. Jak ustali, że bałamuceniem czasu jest jedzenie krewetek, zaś jego najlepszym wykorzystaniem gra w cymbergaja, to tak właśnie BĘDZIE.
Tak więc moja odpowiedź na pytanie jest "automatyczna" - mój światopogląd (z definicji! - czyli właśnie na mocy tego światopoglądu) NIE jest bałamuceniem czasu, ale jego najlepszym z możliwych wykorzystaniem. :rotfl:

Obróciłeś kota ogonem, i nie odpowiedziałeś na pytanie. Nie chodzi mi również o uniwersalną odpowiedź, co taki światopogląd da każdemu. Mnie interesuje, co daje tobie. Możesz być w pełni arbitralny.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Śro 16:17, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 36 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 16:18, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
I jeszcze jedno pytanie.
Jakiego typu fizykiem jesteś:
1. Takim, co się uczy fizyki, żeby uczyć jej innych
2. Takim, co się uczy fizyki, aby ją stosować
3. Takim, co uczy się fizyki, aby mieć podstawy do odkrywania nowej wiedzy.

Ostatnio najbardziej to 3.
Wcześniej, bardziej to 1, choć trochę - jak to w życiu - 2.
Można też zamalgamowac te 3 ścieżki percepcyjne w aspekcie fizyki i nie tylko i będzie too ścieżka holistyczna przynajmniej do czasu (który jest umowa społeczną) aż nie wyłoni się kolejny element percepcyjny mający ważny wpływ na fenomen.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:29, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Obróciłeś kota ogonem, i nie odpowiedziałeś na pytanie. Nie chodzi mi również o uniwersalną odpowiedź, co taki światopogląd da każdemu. Mnie interesuje, co daje tobie. Możesz być w pełni arbitralny.


Jeśli wolno mi być arbitralnym, to robi się ciekawe pytanie... :*
Choć trudno jest mi na nie odpowiedzieć, bo ta odpowiedź tkwi w uczuciach, doznaniach. Trzeba by się trochę skierować w stronę porównań, poezji, aby ten temat w ogóle ruszyć (a pełni zgodności przekazu w ogóle nie ma się co spodziewać).
Mi mój światopogląd daje chyba w największym stopniu ŚWIADOMOŚĆ KIM JESTEM. To zaś dalej staje się takim światłem, które mi oświetla okoliczności i cele moich życiowych wyborów. Od tego wszystko się zaczyna.
Mój światopogląd daje mi też coś w rodzaju NADZIEI. Ta nadzieja tkwi w kilku aspektach. Z jednej strony nadzieję daje już sam fakt, że COŚ ZNALAZŁEM, czyli z tego by wynikało, że W OGÓLE ZNAJDOWAĆ SIĘ DA (w sensie duchowym), to zaś dalej jest zaczątkiem kolejnej nadziei, że będą następne znaleziska. Ale też nadzieją jest to CO znalazłem (nie tylko sam fakt znalezienia) - znalazłem SIEBIE jako COŚ NIESPRZECZNEGO, zaś moje otoczenie jako coś DAJĄCEGO SZANSĘ NA UZUPEŁNIENIE MNIE.
Na razie może tyle...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 16:30, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3601
Przeczytał: 59 tematów


PostWysłany: Śro 16:29, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Dodajmy jeszcze, że "dłutko" czyli ego = edging God out czyli ten nasz uzurpator i wykolejony mentor czyli tormentor zagłuszający "krzykiem emocji" w dudniącej komnacie lustrzanych oczekiwan nasz Najwyższy Instynkt aby siebie poznać takimi jak stworzył nas Bóg/Wszechistnienie bez bagażu emocji to misja praktycznie nie do spełnienia dla nikogo.

Masz dostęp do literatury, więc nie będziesz miała problemów ze zdobyciem "The Cloud of Unknowing" i "Book of Privy conseling". Średniowieczne teksty mistyczne, które jakimś cudem, koncentrują w sobie całą istotę Mahayany i to w bardzo prostym języku. Mają przyjnajmniej kilka wytrychów zmieniających tryb funcjonowania na "właściwy" i opisu, co się będzie działo i jak reagować. Dodam, że zmiana nie trwa zazwyczaj długo, ale wystarczy jakieś 2 sekundy, aby się przełączyć. Reszta to praktyka i emocjonalna eksploracja (bo intelekt jest wyłączony) i odkrywanie na nowo, czystego istnienia.
To mnie własnie interesuje. Nie jakieś mędrkowanie, a eksploracja i dzielenie się odkryciami.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Śro 16:30, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3601
Przeczytał: 59 tematów


PostWysłany: Śro 16:36, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Obróciłeś kota ogonem, i nie odpowiedziałeś na pytanie. Nie chodzi mi również o uniwersalną odpowiedź, co taki światopogląd da każdemu. Mnie interesuje, co daje tobie. Możesz być w pełni arbitralny.


Jeśli wolno mi być arbitralnym, to robi się ciekawe pytanie... :*
Choć trudno jest mi na nie odpowiedzieć, bo ta odpowiedź tkwi w uczuciach, doznaniach. Trzeba by się trochę skierować w stronę porównań, poezji, aby ten temat w ogóle ruszyć (a pełni zgodności przekazu w ogóle nie ma się co spodziewać).
Mi mój światopogląd daje chyba w największym stopniu ŚWIADOMOŚĆ KIM JESTEM. To zaś dalej staje się takim światłem, które mi oświetla okoliczności i cele moich życiowych wyborów. Od tego wszystko się zaczyna.
Mój światopogląd daje mi też coś w rodzaju NADZIEI. Ta nadzieja tkwi w kilku aspektach. Z jednej strony nadzieję daje już sam fakt, że COŚ ZNALAZŁEM, czyli z tego by wynikało, że W OGÓLE ZNAJDOWAĆ SIĘ DA (w sensie duchowym), to zaś dalej jest zaczątkiem kolejnej nadziei, że będą następne znaleziska. Ale też nadzieją jest to CO znalazłem (nie tylko sam fakt znalezienia) - znalazłem SIEBIE jako COŚ NIESPRZECZNEGO, zaś moje otoczenie jako coś DAJĄCEGO SZANSĘ NA UZUPEŁNIENIE MNIE.
Na razie może tyle...

Znazłeś grudkę złota, i masz nadzieję, że znajdziesz następne. Buddyzm (i nie tylko) to wyspecjalizowany sprzęt wydobywczy. Fajnie, że masz złoty kamyczek, ale już przestań o nim opowiadać, i zacznij kopać. Irytuje mnie to, się przepychacie, czyi kamyczek jest ładniejszy trenując jedynie nieufność.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 36 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 16:42, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Najlepszym sposobem na usprawnienie postrzegania jest nauka, czyli poświęcenie czemuś czasu. Ja tego za ciebie nie zrobie :)
W tym kontekście, termin "nauka" rozszerzy nasz światopogląd nie tylko o wertowanie woluminów, bo jak twierdził Voltaire: "ich tysiące nie odpowiedzą nam czym jest naszą dusza". Amalgamacja wiedzy, odczucia, i postrzeganie siebie jako proces/czasownik to nasz nowy paradygmat myślowy tak jak nową była fizyka Newton'a w czasie swojej incepcji :)

Jak słusznie wypowiada Pir Zia Inayat-Khan w 32 minucie prezentacji: We arę driven by constant anxiety and distraction to consume and to accelerate. And rarely, have we the capacity to experience our relationship with Naturę with the elements, other species in a truły vivid living manner. So, cosmology has to do with re-visioning our interrelationships overcoming the boundaries of our false consciousness, separateness.
Can you imagine how different our experience would be if rather than all pink skin we werę born with transparent skin? We would watch ourselves breathe, watch the air enter us and leave us, we would watch our breakfast ... It would no longer seam that we arę separate. We would feel ourselves to be a vortex, a whirlpool within the matter of the Earth drawing substance, orchestrating it, configuring it - organically, and than substance is released, returns to the environment. We arę a vortex in the oceanic surface of the planet.
- Jesteśmy napędzani ciągłym niepokojem i rozproszeniem, aby konsumować i przyspieszać. I rzadko kiedy jesteśmy zdolni doświadczać naszych relacji z naturą i z jej żywiołami czy innymi gatunkami. Tak więc kosmologia ma związek z re-wizją naszych wzajemnych relacji pokonując granicę naszej fałszywej świadomości i odrębności.
[u]Czy wyobrażisz sobie, jak różne byłyby nasze doświadczenia, gdybyśmy zamiast z różowa skóra rodzili się z przeźroczystą skórą? Bylibyśmy w stanie obserwować jak oddychamy, jak powietrze wchodzi do nas i opuszcza nas, oglądać 'trajektorię/ruch' naszego śniadania ... To sprawiłoby, że iluzją oddzielenia/separacji by przestała istnieć. Czuliśmy się, że jesteśmy wirem w materii Ziemi, organizując ją, konfigurując - organicznie, a potem materialnie ten proces się uwalnia z naszego ciała i wraca do środowiska. Jesteśmy wirem na oceanicznej tafli/ powierzchni planety ..."
https://youtu.be/nqjaR4tzI6U

Banjankri napisał:
Do straszenia, lepiej nadaje się karma.
No, te chrupkki Greenies na hairballs czyli odkładanie się futeka w żołądkach kotków nie wiadomo co by z człowieka "wydarły" w dodatku w kontekście tej przeźroczystej skóry i obserwacji :)

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Śro 16:42, 06 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:49, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Znazłeś grudkę złota, i masz nadzieję, że znajdziesz następne. Buddyzm (i nie tylko) to wyspecjalizowany sprzęt wydobywczy. Fajnie, że masz złoty kamyczek, ale już przestań o nim opowiadać ...

Irytuje mnie to, się przepychacie, czyi kamyczek jest ładniejszy trenując jedynie nieufność.

Ty sam naciągnąłeś mnie na zwierzenia. Rozumiem, że moja odpowiedź nie musi się podobać, ale ja od początku nie miałem zamiaru się narzucać.


Banjankri napisał:
i zacznij kopać.

Toż kopię. Po swojemu oczywiście. :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3601
Przeczytał: 59 tematów


PostWysłany: Śro 17:06, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Banjankri napisał:
Najlepszym sposobem na usprawnienie postrzegania jest nauka, czyli poświęcenie czemuś czasu. Ja tego za ciebie nie zrobie :)
W tym kontekście, termin "nauka" rozszerzy nasz światopogląd nie tylko o wertowanie woluminów, bo jak twierdził Voltaire: "ich tysiące nie odpowiedzą nam czym jest naszą dusza". Amalgamacja wiedzy, odczucia, i postrzeganie siebie jako proces/czasownik to nasz nowy paradygmat myślowy tak jak nową była fizyka Newton'a w czasie swojej incepcji :)

Jak słusznie wypowiada Pir Zia Inayat-Khan w 32 minucie prezentacji: We arę driven by constant anxiety and distraction to consume and to accelerate. And rarely, have we the capacity to experience our relationship with Naturę with the elements, other species in a truły vivid living manner. So, cosmology has to do with re-visioning our interrelationships overcoming the boundaries of our false consciousness, separateness.
Can you imagine how different our experience would be if rather than all pink skin we werę born with transparent skin? We would watch ourselves breathe, watch the air enter us and leave us, we would watch our breakfast ... It would no longer seam that we arę separate. We would feel ourselves to be a vortex, a whirlpool within the matter of the Earth drawing substance, orchestrating it, configuring it - organically, and than substance is released, returns to the environment. We arę a vortex in the oceanic surface of the planet.
- Jesteśmy napędzani ciągłym niepokojem i rozproszeniem, aby konsumować i przyspieszać. I rzadko kiedy jesteśmy zdolni doświadczać naszych relacji z naturą i z jej żywiołami czy innymi gatunkami. Tak więc kosmologia ma związek z re-wizją naszych wzajemnych relacji pokonując granicę naszej fałszywej świadomości i odrębności.
[u]Czy wyobrażisz sobie, jak różne byłyby nasze doświadczenia, gdybyśmy zamiast z różowa skóra rodzili się z przeźroczystą skórą? Bylibyśmy w stanie obserwować jak oddychamy, jak powietrze wchodzi do nas i opuszcza nas, oglądać 'trajektorię/ruch' naszego śniadania ... To sprawiłoby, że iluzją oddzielenia/separacji by przestała istnieć. Czuliśmy się, że jesteśmy wirem w materii Ziemi, organizując ją, konfigurując - organicznie, a potem materialnie ten proces się uwalnia z naszego ciała i wraca do środowiska. Jesteśmy wirem na oceanicznej tafli/ powierzchni planety ..."
https://youtu.be/nqjaR4tzI6

Zamiast wyobrażeń, spróbuj tego:
"Don't focus on what you are, but that you are."
Jak głęboko dasz radę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 36 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 17:06, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Obróciłeś kota ogonem, i nie odpowiedziałeś na pytanie. Nie chodzi mi również o uniwersalną odpowiedź, co taki światopogląd da każdemu. Mnie interesuje, co daje tobie. Możesz być w pełni arbitralny.


Jeśli wolno mi być arbitralnym, to robi się ciekawe pytanie... :*
Choć trudno jest mi na nie odpowiedzieć, bo ta odpowiedź tkwi w uczuciach, doznaniach. Trzeba by się trochę skierować w stronę porównań, poezji, aby ten temat w ogóle ruszyć (a pełni zgodności przekazu w ogóle nie ma się co spodziewać).
Mi mój światopogląd daje chyba w największym stopniu ŚWIADOMOŚĆ KIM JESTEM. To zaś dalej staje się takim światłem, które mi oświetla okoliczności i cele moich życiowych wyborów. Od tego wszystko się zaczyna.
Mój światopogląd daje mi też coś w rodzaju NADZIEI. Ta nadzieja tkwi w kilku aspektach. Z jednej strony nadzieję daje już sam fakt, że COŚ ZNALAZŁEM, czyli z tego by wynikało, że W OGÓLE ZNAJDOWAĆ SIĘ DA (w sensie duchowym), to zaś dalej jest zaczątkiem kolejnej nadziei, że będą następne znaleziska. Ale też nadzieją jest to CO znalazłem (nie tylko sam fakt znalezienia) - znalazłem SIEBIE jako COŚ NIESPRZECZNEGO, zaś moje otoczenie jako coś DAJĄCEGO SZANSĘ NA UZUPEŁNIENIE MNIE.
Na razie może tyle...

Znazłeś grudkę złota, i masz nadzieję, że znajdziesz następne. Buddyzm (i nie tylko) to wyspecjalizowany sprzęt wydobywczy. Fajnie, że masz złoty kamyczek, ale już przestań o nim opowiadać, i zacznij kopać. Irytuje mnie to, się przepychacie, czyi kamyczek jest ładniejszy trenując jedynie nieufność.
A dlaczego Cię irytuje własna percepcja?

Czytam "Mądrość Buddyjska: Codzienne refleksje" i na dzisiaj mam do przemyślenia i przemetabolizowania ten tekst: "It is not good reciting the scriptures if you do not live by them. It is better to know a few texts well, to overcome desire and live your life properly. This will give you a wonderful life. - Nie jest dobrze recytować pism, jeśli nie żyjesz przez nie. Lepiej poznać kilka tekstów, aby przezwyciężać pragnienie i prawidłowo żyć. To da ci wspaniałe życie." - The Opposites, verses 19 & 20

Ale jak użyję Sufizmu i to najpierw "zniszczę" aby następnie zjednoczyć intelektualnie i odczuciowo ("obserwując przez skórę" :) ) to wyjdzie z tego chrześcijańską mądrość Jana 7:38: "Whoever believes in me, as the Scripture has said, ‘Out of his heart will flow rivers of living water.’ - Kto we Mnie wierzy, tak jak Pismo Święte piszę: 'Z jego serca płyną rzeki żywej wody'".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 36 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 17:09, 06 Wrz 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Mi mój światopogląd daje chyba w największym stopniu ŚWIADOMOŚĆ KIM JESTEM.
No dobrze, "słowo się rzekło, kobyłka u plota."

Kim jesteś?

P.S. Tylko proszę nie pisz CV :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 13, 14, 15  Następny
Strona 7 z 15

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin